sobota, 12 lipca 2014

Ladies, and Gentlemen !

Uwaga uwaga ! Panie i panowie ! Oto Sandra, która postradała zmysły, puściła drugi blog w obieg !
To nie są żarty ! Autorka naprawdę zwariowała i założyła nowego bloga ! O czym on jest pytacie ?
Rozumiem, że nie zraził was fakt, że dziewczyna z takim podejściem, powinna skończyć w psychiatryku.
Teraz to ja się boję.
No cóż. Dla tych, którzy są dalej ciekawi - jest to blog o niejakiej ,,Jaridzie", który potrzebuje wsparcia !
A oto link :
nie-jestesmy-idealni.blogspot.com


Dobra, a teraz na poważnie ;p
Widzę, że mało komentarzy. Ojoj ;/ To znaczy, że prawie wszyscy na wakacjach, a ja siedzę w domku i nigdzie nie wyjeżdżam. Co za ironia ;) Nie piszę, kiedy wszyscy są, a piszę, gdy przy kompach nikt nie siedzi. No trudno. Mam nadzieję, że chociaż raz na jakiś czas ruszycie się do laptopa, tableta, telefonu czy co tam jeszcze macie i maźniecie coś na znak, że byliście.    
                                                                           
                                                                                     Dziękuję i żegnam :)
                            



                                           
                                 

wtorek, 8 lipca 2014

Wakacje !!!

Wiecie, co uwielbiam w wakacjach ? Praktycznie wszystko ! Mam wtedy mnóstwo czasu na moje ulubione zajęcia, nie muszę się uczyć i chyba tylko owady mi przeszkadzają -,- . Oczywiście, właśnie w tym czasie napada mnie wena. Ostatnio nawet nie wiecie jaka ! :)
Chciałabym się spytać w pewnej sprawie. Kiedy nie piszę na tym blogu, myślę o różnych innych historiach. I ostatnio miałam pomysły na inne blogi. Niektórzy pomyślą ,, o nie ! Nie możesz ! Przecież ledwo co z tym dajesz radę ! " I poniekąd mają rację. Przemyślałam to jednak. Jeśli na tym blogu nie pojawiłyby się posty, można byłoby spodziewać się ich na którymś z tamtych dwóch. Wtedy, gdybym nie miała pomysłu, co napisać na W4, nie marnowałabym czasu i nie czekała, aż będę mieć wenę, tylko napiszę na innym.
Dla tych, co jeszcze tego pomysłu nie przekreślili i nie kliknęli  ,, X" góry ekranu, podaję tematy blogów :

1).  Jarida - jak się pewnie domyśleliście, głównym tematem byłby parring Jaridy. Przykro mi, fani Jackunzel ;/ Akcja rozgrywałaby się w czasach Meridy. W historię będzie wpleciona również Elsa i Anna.  Jack będzie jakby ,,ochroniarzem Elsy ". Oczywiście, na Jaridzie się nie skończy. Będzie również inny parring, ale nie będę spojlerować :3 Może ktoś spróbuje zgadnąć ?
2). Elsa ,,inna historia " - Czy ktoś słyszał o tym, że Elsa miała być na początku tą złą? Nie ? To teraz wiecie. Mnie ten pomysł się podobał. Chciałam napisać o niej inną historię. Dla wielbicieli ,,oryginalnej " Elsy - nie martwcie się. Ona w mojej opowieści nie będzie zła tylko.....sami zobaczycie. A może nie ? Wszystko zależy od was.

Co wy na to ? Czy moje pomysły wam się podobają ? Jak mówiłam - nie martwcie się. Jak pisałam wcześniej, gdybym założyła jeden z tych blogów ( a może dwa?), nie zaniedbałabym W4. Czasem mi się blokują pomysły na tym blogu i ten okres trwa z dwa tygodnie. A tak to bym pisała na innych.
Wszystko zależy od was. Kto jest więc zwolennikiem pierwszego pomysłu ? A kto drugiego ? A może komuś podobają się oba ? Zostawiajcie komentarze.
Tak przy okazji, gdyby się ktoś zainteresował, zmieniłam opisy postaci - całkowicie. Wyglądają inaczej i miło by było, gdybyście w komentarzu dołączyli i o tym opinię. Oczywiście jest jeszcze nowy szablon -  co o nim sądzicie ?  Ja zabieram się za rozdział czwarty, ale najpierw muszę sobie odświeżyć pamięć, więc idę oglądać pierwszą część ;3
                                                                                                 
                                                                                                                             I miłych wakacji :)





poniedziałek, 23 czerwca 2014

Powtórka z rozrywki czyli.... LIEBSTER BLOG AWARD

Tym razem nominowała mnie Verba Drozd, adminka i współautorka bloga : http://kwitnacyszron.blogspot.com/
Dzięki wielkie ! :)

 Blogi nominowane przeze mnie :
1.http://rise-of-the-guardians.blogspot.com/
2.http://sogno-quattro-grandi.blogspot.com/
3.http://magiaiwyobraznia.blogspot.com/
4.http://truemonste.blogspot.com/
5.http://oklask.blogspot.com/
6. http://moja-wlasna-przyszlosc.blogspot.com/
7. http://against-the-diseases.blogspot.com/
8.http://marzenia2.blogspot.com/
9.http://pamietniczekrose.blogspot.com/
10. http://lifewithoutruless.blogspot.com/
11. http://new-hope-rise-of-the-guardians.blogspot.com/


 Udało mi się wszystkie jedenaście ....jest postęp ;3


Pytania od Verby ;)

1. Co myślisz o Kwitnącym Szronie ?
Byłam na nim tylko raz, ale zaciekawił mnie.Miło się go czyta.Na pewno będę wchodzić na niego częściej  :)

2. Masz zwierzęta ?
Mam psa - maltańczyka. Nazywa się Hako i ma zaledwie dziesięć miesięcy.

3. Ulubiony kolor ?
Hm.....nie potrafię wybrać tylko jednego. Kocham wszystkie więc może.....tęczowy?
Jednak jeśli musiałabym wytypować, to wszelkie odmiany niebieskiego i czerwonego.

4. Lubisz anime ? ( Bo ja jestem OTAKU xD)
Witam w klubie !

5. Czytasz mangi ? (japońskie komiksy *.*)
Nie, żyję tylko na anime. Może kiedyś sobie jakąś przeczytam ?

6. Do jakiego kraju chciałabyś pojechać ?
Zawsze ciągnęło mnie do USA. Chciałabym tam polecieć ( bo raczej nie pojechać).

7. Umiesz grać na jakimś instrumencie ? TAK a na jakim ? NIE to na jakim chcielibyście nauczyć się grać gdybyście mogli ?
Od jakichś trzech lat męczę się z gitarą akustyczną, ale za wiele nie umiem na niej grać. Ot, podstawowe akordy -_-. Chciałabym nauczyć się grać na pianinie. A cymbałki się liczą ? Bo na nich UMIEM grać.

8. Co wolisz ? Pepsi czy Cole, a może Capuccino ?
Nienawidzę kawy >_< Nieważne jakiej. Cola za to jest dla mnie za słodka, więc wygrywa Pepsi :3

9.Jak wyglądasz ? (bez podtekstów ! kolor oczu i włosów wystarczy )
Wyglądam jak najzwyklej się da. Ciemno-brązowe włosy i podobnego koloru oczy. Wyróżniam się jedynie wzrostem, bo przy trzynastu wiosnach mierzę 174 cm, ale to nie jest najlepszy sposób na wyróżnianie się -_-

10. Jakie masz zainteresowania ?
Lubię wymyślać opowiadania ( z pisaniem trochę gorzej - tworzę sobie coś w głowie i dopiero gdy uznam, że coś takiego jest godne zapisania, robię to). Kocham być na scenie, nieważne, czy będę recytować, odgrywać rolę, czy coś innego ( oczywiście, biorę największe role, bo mam dosyć dobrą pamięć). Wspaniale jest udawać inną osobą i tym samym przekonywać ludzi do swojej wcielonej postaci.
Czasem też coś narysuję, jak mam ochotę i czytam książki. O ! I piszę wiersze, ale wolę to przemilczeć,ok ?

11. Czytasz książki ?
Myślę, że gdybym nie czytała książek, nie potrafiłabym pisać opowiadań. Ale jeśli chodzi o to, czy to lubię, to TAK. Kocham czytać książki. Dlatego to moje zainteresowanie (właśnie jestem w trakcie czytania ,,Gwiazd Naszych Wina" i muszę powiedzieć, że jest super !).

Pytania ode mnie :

1. Skąd czerpiesz inspiracje ?
2. Zaleta, którą w sobie lubisz (nie bądź skromna/y) ?
3. A co z wadą? Czego w sobie nie znosisz ?
4. O jakim kolorze włosów marzysz ?
5. Lubisz tatuaże ? 
6. Twoje nierealne marzenie ( każdy jakieś ma - ja chcę mieć jednorożca ^.^) ?
7. Twoje motto życiowe ?
8. Ulubiona bajka Disneya ?
9. Twój najpiękniejszy sen?
10. No to teraz przypomnij sobie swój koszmar.....
11. Dokończ zdanie : Piosenka, która nie daje mi ostatnio spokoju to.....

                                                                                                      To na tyle :3








niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział 3 - ,,Już nie ma odwrotu "

Nadszedł ten dzień. Dzień, w którym Czkawka miał za zadanie zabić smoka. Chłopak wszedł na arenę. Gdy się spojrzało w górę, za kratami, można było dostrzec całą wioskę. Na honorowym miejscu siedział Stoik, bacznie obserwujący każdy ruch syna. Miał poważną minę. Inni powiedzieliby, że nic go nie obchodzi osiągnięcie syna, ale Czkawka wiedział, iż to nie prawda. Może na zewnątrz wyglądał na zimnego, okrutnego wodza, lecz właśnie w tej chwili, jego oczy były przepełnione radością i dumą. Jakby mówiły - ,, Oto mój syn, który w końcu stanie się mężczyzną i dostąpi zaszczytu zabicia smoka". Brunet chciał, aby te oczy już zawsze tak wyglądały, ale po tym, co on zrobi, nic nie będzie jak dawniej. Głęboko westchnął. Podszedł do stojaków z bronią i zabrał mały, niepozorny sztylet, oraz tarczę. Spojrzał ukradkiem na wioskę. Dorośli mieli lekko zdezorientowane twarze. ,,Pewnie uważają, że zwariowałem.Przecież będę walczył z jedną z najgroźniejszych bestii, a wziąłem jedynie tarczę i nożyk, a może sztylet ? Nigdy ich nie odróżniałem " - pomyślał z uśmiechem Czkawka. Gdyby tylko rozumieli......
Z zamyślenia wyrwał go głos Pyskacza :
- Wypuścić smoka !
I zaczęło się - z klatki wypuszczono Koszmara Ponocnika. Widać było, że smok nie jest w najlepszym nastroju. Zaczął nacierać na Czkawkę, płonąc. Zielonooki jednak nie zraził się, wiedział co robić - powoli, bez nagłych ruchów położył cały swój arsenał na gruncie. Mina bestii była zaskoczona, ale spokojniejsza. Następnie chłopak podszedł do smoka z wyciągniętą ręką do przodu. Miał nadzieję, że Ponocnik zaufa mu. Mówił dosyć cicho, by tylko zwierzę go usłyszało :
- Spokojnie, nic ci nie zrobię. Chcę zostać twoim przyjacielem - jego dłoń była tak blisko smoczego pyska. Tak blisko.....
- Czkawka ! Odsuń się ! - to jego ojciec wołał. Czkawka nawet nie zauważył, kiedy wszedł na arenę z bronią. Właśnie - z bronią. Koszmar Ponocnik prawie że odskoczył od bruneta. Teraz nawet nie było mowy o zaufaniu. Chłopak czym prędzej zaczął się tłumaczyć :
- Tato, ty nic nie rozumiesz ! One nie są złe !
Na arenie można było usłyszeć okrzyki zdumienia i wzburzenia, tylko niektórzy odważyli się zaśmiać.
- Co ty możesz o tym wiedzieć ? - Stoik spytał prawie żartobliwym tonem, przy tym patrząc uważnie na smoka. No jasne, ojciec nie brał go na poważnie.
- Ja.....odnalazłem Smoczą wyspę - powiedział niemal szeptem. Ojciec jednak usłyszał go wyraźnie. Kazał Pyskaczowi zagonić smoka z powrotem do klatki Złapał Czkawkę za kołnierzyk i pociągnął   do domu. Czkawka chciał się odezwać, ale widząc twarz ojca, zrezygnował. Arena walk nie była najlepszym miejscem do tego typu rozmów. Gdy znaleźli się na miejscu, Stoik zaczął głęboko się nad czymś zastanawiać. Po chwili powiedział :
- Udowodnij. Zaprowadź mnie tam
- Nie ma mowy
- Niby czemu ? - ojciec nie spodziewał się takiej odpowiedzi.
- Nie jestem głupi. Gdybym cię tam zaprowadził, poucinałbyś łby każdemu smokowi, którego spotkasz. Nie o to jednak chodzi.
- Jeśli nie o to, to o co ? - spytał Stoik - od pokoleń zabijamy smoki, bo są naszymi wrogami - dodał.
Czkawka złapał się za skroń :
- Ech, jak zwykle mnie nie słuchasz.... One kradną pożywienie, bo nie chcą same być zjedzone. Jeśli miałbym ci pokazać gdzie to jest, to tylko pod warunkiem, że nie zabijesz innych smoków, oprócz tego dowodzącego.
- Nie.
- Ale dlaczego ?
- Pamiętaj, że smoki nie tylko zabierają nam owce. Zabijają ludzi. Zabili już setki naszych.
- A my zabiliśmy tysiące z nich ! - zrewanżował się Czkawka.
Stoik napiął mięśnie i powoli wycedził :
- Zabili twoją matkę.
- Wiem. Nie musisz mi przypominać - wydusił z siebie Czkawka. Samo wspomnienie o tym było dla niego ledwo do zniesienia. Chciał dalej z ojcem dyskutować, lecz ten go uprzedził :
- Jako wódz, rozkazuję ci byś zdradził mi miejsce Smoczej Wyspy.
- Nie - odpowiedział stanowczo brunet, zdziwiony, że Stoik chciał użyć swojego statusu wodza, by wydusić  informacje.
- Jak śmiesz mi się przeciwstawiać ? - ojciec złapał go za koszulę i podniósł do góry. Czkawka był jednak niewzruszony :
- Widzisz, jakoś śmiem.
Stoik nerwowo rozglądał się po salonie. Nie wiedział co robić. Myślał, że przy rozkazie chłopak pęknie i puści parę z ust. Uspokoił się , opuścił chłopaka na ziemię i już milszym tonem spytał :
- Dlaczego to robisz ? Czemu chcesz zdradzić swój klan ? Chciałeś nauczyć się zabijać smoki. Załatwiłem ci to. A teraz chcesz je bronić. Dlaczego ?
,,Och, a więc teraz chce mnie wziąć na litość? Świetnie " - pomyślał chłopak.
- Nawet jeśli zgodziłbym się pokazać ci Smoczą Wyspę, nie mógłbym tego zrobić. Tylko smok zna jej położenie.
- Phi, co za problem ? W akademii jest mnóstwo smoków - zapytał Stoik jakby było to najprostsze zadanie na świecie.
- Tak, na pewno taki Koszmar Ponocnik pokaże ci gdzie to jest po tym, jak próbowałeś go zabić - powiedział sarkastycznie brunet.
Nagle zza drzwi domu wyjrzał jeden z doradców ojca. Wyszeptał mu coś do ucha. Jedynie co Czkawka usłyszał, to : ,, Krucze Urwisko " i ,, Nocna Furia ". Chłopak zaczął panikować.
- Tato, ty chyba nie masz zamiaru.....nawet o tym nie myśl !
- No i mamy naszego przewodnika - ojciec uśmiechnął się pod nosem. Myśląc o legendarnym smoku całkowicie zapomniał o Czkawce, który uwiesił się na jego barkach. Szedł powoli w stronę wyjścia, słysząc błagania syna.
- Tato ! Nie rób tego ! Chociaż raz mnie posłuchaj ! - chłopak próbował zwrócić na siebie uwagę, szarpiąc za jego ramiona.
- Czemu to robisz ? Proszę cię ! To na pewno pomyłka ! Czemu po tylu latach Nocna Furia miałaby się pokazać ? To niedorzeczne ! - próbował przekonać ojca. Wymówki jednak nie zadziałały. Stoik dalej głupio się uśmiechał i zmierzał ku wyjściu. Krzyki chłopca zastąpiło łkanie - zostaw.... Szczerbatka - wyszeptał zrezygnowany. Jednak to nie szarpanina, krzyki, czy błagania zwróciły uwagę ojca, a te ostatnie, najciszej wypowiedziane słowa.  Powoli, delikatnie ojciec strząsnął Czkawkę z pleców. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Zachowywał się jak robot. Nastolatek czuł jak lodowate oczy ojca próbują go przejrzeć na wylot. Dopiero teraz uświadomił sobie, co powiedział. Ojciec beznamiętnym głosem zapytał :
- Szczer.....batka ? Chyba mi nie chcesz powiedzieć, że......
- Tak..... to mój smok - odpowiedział zrezygnowany Czkawka. Nie mogło być gorzej.
- Ale kiedy ? Jak ? - Stoik był zdezorientowany. Zdał sobie sprawę jak mało wie o własnym synu. Aby ukryć swoją bezradność, prychnął :
- Ha ! Naprawdę masz wyobraźnię ! Nie można oswoić smoka, a co dopiero Nocną Furię ! Nie tacy jak ty próbowali.
Chłopak jednak nie dał się zwieść. Ojciec był jak otwarta księga. Jego czerwona twarz wyrażała złość, a rozbiegane oczy zażenowanie. Nie można mu było dać lepszych powodów do wstydu.
Czkawka wiedział, o co ojcu chodzi, mówiąc ,,nie tacy jak ty próbowali". Oczywiste było, że mówi o matce. A słowa, które syknął mu do ucha chwilę później, tylko potwierdziły jego teorię
- Musisz mieć to chyba po Valce.
 Nie dając nawet Czkawce odpowiedzieć, złapał go za kołnierz i wrzucił jak szmacianą lalkę do jego pokoju.  Wychodząc z pomieszczenia, zawahał się na chwilę. Chłopak miał cichą nadzieje, że ojciec przemyślał sprawę i ochłonął. Mylił się. Zatrzymując się, spojrzał na Czkawkę pogardliwie, jakby był nikim i tym samym tonem powiedział :
- Zdradziłeś nas. Nie jesteś już wikingiem - urwał, po czym westchnął - ani moim synem.
Po tych słowach wyszedł i zatrzasnął za sobą drzwi. To był wstrząs. Jak....jak on mógł ? Tak do własnego syna....czekaj - już nim praktycznie nie był. Teraz był nikim. Miał jeszcze Szczerbatka..... właśnie - Szczerbatek !
Czkawka wstał z podłogi i podbiegł do drzwi. Były otwarte. ,,Co za ironia - taki wielki i wspaniały wódz zapomniał zamknąć drzwi na klucz ? Phi, tylko mi ułatwił zadanie " - uśmiechnął się pod nosem, po czym wybiegł.
 Uśmiech mu zszedł z twarzy, kiedy przypomniał sobie,  gdzie biegnie. Do Kruczego Urwiska. Tam jest Szczerbatek. Wiedzą, gdzie on przebywa. Nie może latać. Dopadną go i spróbują wykorzystać -nie może na to pozwolić. Nie mogą mu go odebrać. Nie pozwoli na to.
Chłopak nie po raz pierwszy  przeklinał swoją kondycję. Tak było i tym razem. ,, Szybciej ! Szybciej ! " - ciągle powtarzał i choć biegł najszybciej jak mógł i tak nie było to dla niego wystarczające tempo. Bał się, że nie zdąży uratować przyjaciela. Na szczęście, jego obawy nie spełniły się. Co więcej, po drodze natrafił na swego ojca. Z ciekawości schował się w krzakach i nasłuchiwał. Jak to możliwe, że jeszcze nie są na miejscu ? Jego rozmyślania przerwał głos ojca :
- I co teraz ? Gdzie mamy iść ?
- Świadkowie mówili, że gdzieś niedaleko - odpowiedział Pyskacz.
- A konkretniej ? - tym razem wódz zwrócił się do tych ,,świadków ", którymi okazali się dwaj mężczyźni - jeden z wiadrem na głowie i jasną brodą, drugi z brązowym zarostem i siekierą w dłoni. Był pewnie drwalem, zaś ten z wiadrem to rybak.
- No.... - zaczął drwal - ja i Wiadro tak sobie idziemy, a tu nagle coś huknęło, coś ryknęło ! No to my patrzymy skąd ten głos się bierze i.....
- Nieprawda. Bersi, nie ruszaliśmy się z miejsca. Ty piszczałeś jak dziewczynka i się za mną schowałeś. Tchórz ! A potem zobaczyliśmy na niebie jakiś niebieski płomień, aż mnie wiadro rozbolało, tak świeciło ! No to se tak myślę - ,, Coś mi ten płomień przypomina ! Jakiegoś smoka..... " I wtedy Bersi krzyczy coś o Nocnej Furii. No to pobiegliśmy do was, żeby zdać raport - kontynuował  rybak.
Stoik przystanął i zaczął rozmyślać. Jednak dwaj wikingowie dalej prowadzili rozmowę.
- Czekaj, jak ty mnie przed chwilą nazwałeś ? - spytał lekko zdenerwowany Bersi.
- Muszę sobie przypomnieć..... A ! Już pamiętam ! Nazwałem cię TCHÓRZEM ! Strasznym, śmierdzącym, obrzydliwym TCHÓRZEM ! - odpowiedział Wiadro.
- Ach tak ? To nie ja jestem idiotą, który włożył swoją głowę do wiadra i nie może jej wyjąć od jakichś pięciu lat !
- Odczep się od wiadra ! Ty.... - Czkawka w tej chwili przestał słuchać, bo Wiadro rzucił się na Bersiego. Poza tym, nie miał czasu ani ochoty przyglądać się bójce.
,, Nie wiedzą gdzie Szczerbatek jest dokładnie. To daje mi przewagę. Jeśli teraz pobiegnę, zdążę przed nimi " - pomyślał chłopak. Już miał wybiec, gdy potknął się o korzeń pobliskiego drzewa. Oczywiście, runął jak długi robiąc wiele hałasu.
- Co to było? Idźcie sprawdzić ! - usłyszał Stoicka.
Nie było rady. Czkawka podniósł się i wybiegł z ukrycia w stronę Nocnej Furii. I tak by go odkryli, a tu liczył się czas.
Miał rację - po chwili biegu usłyszał za sobą kroki i wołania wodza :
- Czkawka ? To ty ?! Na Wielkiego Thora, zatrzymaj się!
Brunet nie miał zamiaru się zatrzymywać. Nie teraz. Zamiast tego przyspieszył bieg.
W końcu dotarł na miejsce. Szczerbatek nie wiedząc o niczym, podbiegł uradowany i już chciał się rzucić na swego pana, gdy ten nagle zaprotestował :
-Nie teraz, wynosimy się stąd.
Smok nie ukrywał zdziwienia. Rozejrzał się po okolicy - nagle cały zesztywniał. Jego wrogi wzrok zatrzymał się na jednym punkcie.Chłopak odwrócił się. Tym punktem była górka, z której przybiegł. Cały klan  tam stał, a na jego czele - Stoick. Wódz spojrzawszy na syna, krzyknął do swojego ludu :
- Wiadro, Bersi, zabezpieczcie Czkawkę ! Reszta idzie za mną !
Jak powiedział, tak zrobili. Szczerbatek w geście obronnym, stanął przed swojego pana. Dał do zrozumienia,że jeśli chcą zabrać Czkawkę, muszą mieć z nim do czynienia. Po chwili wahania dwaj wikingowie podeszli bliżej. Smok wydał gardłowy ryk. Na ten dźwięk wszyscy stanęli. Czkawka wiedział co to oznacza. Zaraz wystrzeli niebieski płomień. Zaraz zacznie się rzeź.
Chłopak jednak nie chciał do tego dopuścić. Przemyślał to. Nie miał zamiaru walczyć z ojcem, a w każdym razie z kimś, kto był kiedyś jego ojcem.  Spojrzał jeszcze raz na  mieszkańców. Każdy przybierał gniewny wyraz w twarzy, ale w ich oczach krył się strach przed bestią. W każdym razie tak myślał. U ojca widział zaskoczenie. Pewnie, wcześniejsza rozmowa go rozdrażniła, ale nie wierzył Czkawce całkowicie. Zresztą jak zwykle. Przez głowę przeleciała mu myśl, żeby jednak zezwolić smoku na wystrzelenie. Mógłby to skończyć raz na zawsze. Walka może i byłaby długa, ale Nocna Furia poradziłaby sobie z bandą ludzi z dużą nadwagą.
Chłopak czym prędzej odsunął od siebie te myśli, zdziwiony, skąd się wzięły. Skąd u niego tyle nienawiści ? Ponownie się rozejrzał. Mieszkańcy wyglądali, jakby zastygli. Żaden z nich nie zrobił kroku. Gdyby chcieli walczyć, zrobiliby to bez wahania - jak to wikingowie Najwyraźniej nikt nie chciał rozpętać wojny.
Poza tym, nic by to nie dało. Pozabijaliby się na miejscu, a kolejne pokolenia dalej latałoby z toporami na smoki. To nie zmieniłoby sytuacji. Jedyne czego on chciał to zrozumienia i pomocy.
Z tą myślą, powoli pogłaskał przyjaciela, nie spuszczając wzroku z przeciwników. Szepnął do smoka :
- Spokojnie przyjacielu, nic jeszcze nie zrobili.
Szczerbatek posłusznie wyszedł z ofensywnej do defensywnej pozycji. Dał do zrozumienia, że dalej jest czujny i gotowy do ataku w każdej chwili. Czkawka zauważył, że każdy jego ruch jest bacznie obserwowany przez kilkadziesiąt par oczu. Nawet kiedy nie groził im już smok, ci dalej patrzyli z lekkim przestrachem. Byli też zdziwieni - ,,Czy naprawdę myśleli, że ich zaatakuję ?". Może i pomyślał o tym przez krótką chwilę, ale na pewno nigdy by tego nie zrobił. Nagle przerażająca myśl przemknęła mu przez głowę :
- Nie boicie się Szczerbatka - wypowiedział powoli - wy boicie się mnie.
Cofnął się.
- Wy boicie się mnie - powiedział, tym razem głośniej.
- Boicie się mnie, boicie się mnie - powtarzał ciągle, jakby próbował w to uwierzyć. Mówił coraz głośniej.

Zaczął rozumieć.

Bali się go. Jego pupilkiem była Nocna Furia, najsilniejsza bestia w Berk - była na  jego rozkazy. Smok, którego nikt nigdy nie widział - Ba ! On go wytresował. Jednym ruchem mógłby spalić wioskę dla kaprysu. Pogromca smoków. Teraz żałowali, że przez całe jego życie naśmiewali się z niego. Na pewno będzie chciał się zemścić. ,, Czy oni tak mnie widzą ?" - spytał sam siebie. ,, Myślą, że użyłbym Szczerbatka jako broni? Jako mojej..... zemsty na nich?"
Nie mógł w to uwierzyć. Jego myśli teraz krążyło wokół jednego. ON jest dla nich zagrożeniem. ON jest jak granat, który odbezpieczony, może zabić. Jeśli go zdenerwują, ON ich  nauczy szacunku. ON jest powodem ich strachu. ON JEST PROBLEMEM.
A co się robi z problemami ? Dusi w zarodku. Rozwiązuje się je.
-Nie wierzę -  uśmiechnął się nerwowo - To niemożliwe -dodał po chwili.
Stoik, lekko zakłopotany powiedział  :
- Synu, my tylko...
- Teraz synu ? Jeszcze jakieś pół godziny temu nim nie byłem. Ale teraz......ty się mnie boisz. Teraz mówisz do mnie ,,synu" ...... bo się mnie boisz, mam rację ? Nie wierzyłeś mi. Zawsze byłem w twoich oczach nikim. Teraz obawiasz się, że wykorzystam Szczerbatka by się zemścić? Mylisz się. Zresztą wszyscy tutaj - mylicie się ! Nigdy bym mu tego nie zrobił. On jest moim przyjacielem. Jemu mogę ufać. Chyba.....tylko jemu. Może nie jestem jak wy..... i nigdy nie będę. I wiecie co ? Cieszę się z tego. Nie jestem barbarzyńcą. Nie zabijam smoków. I jestem z tego dumny - spojrzał na ojca - Chciałem, byś też był dumny z tego, co robię. Chciałem, żebyś choć raz pochwalił mnie. Ty jednak byłeś szczęśliwy, gdy robiłem coś wbrew sobie. A teraz co ? Jesteś zadowolony ?
- Ja.....sam nie wiem. Nie wiem co myśleć. Ja chciałbym tylko, żebyś wytłumaczył mi to. Jak do TEGO doszło ?
- Hah, wiedziałem - powiedział Czkawka po chwili - nie zrobię tego. Nigdy mnie nie słuchasz, więc czemu miałbyś to zrobić teraz ? Od kiedy stałem się dla ciebie taki ważny ? Przypomnę ci - od kiedy znam położenie Smoczej wyspy. Nic innego się dla ciebie nie liczy, co ? - wyrzucił z siebie chłopak, ciężko dysząc. Jeszcze nigdy tak do niego nie mówił. Odrobinę to go przeraziło, ale był też zadowolony, że ani razu głos mu nie zadrżał. W końcu mógł to z siebie wyrzucić.
 Oczekiwał odpowiedzi od ojca. Ten jednak nic nie powiedział. Stał dalej, tępo patrząc się na syna.
- Tak myślałem - wyszeptał zawiedziony brunet - Sam dam sobie radę. Sczerbatek, lecimy - dodał, po czym wsiadł na Nocną Furię. Odleciał. A ojciec dalej tam stał, próbując zrozumieć, co się właśnie stało.

Czkawka po kilku minutach lotu stracił swoją pewność siebie. Wiedział, że pomoc ojca bardzo by mu się przydała. Nie mógł mu jednak wybaczyć. Nie mógł też uwierzyć,  co przed chwilą zaszło. Zaczął się zastanawiać, co by było, gdyby zezwolił Szczerbatkowi na atak. Widzi mnóstwo krwi, wikingów, próbujących zatrzymać Szczerbatka - bez powodzenia. On lata na nim, a smok co chwila wystrzeliwuje niebieskie płomienie. Na końcu, gdy mieszkańcy są wybici, Szczerbatek strzela jeszcze jednym płomieniem - w ojca. Słyszy jego krzyk. Wraz z ostatnim oddechem, wódz upada. Czkawka zeskakuje. Widzi Stoika leżącego u jego stóp, ale nie płacze, nie krzyczy - tylko patrzy dalej. Po chwili trawa zabarwia się na kolor szkarłatny. Dopiero ta wizja przyprawiła go o dreszcze. Potrząsał energicznie głową, próbując ten obraz wymazać - bez rezultatów.
Zdziwił się, skąd u niego te myśli. Przytrafiły mu się już drugi raz. Od kiedy jego myśli kręcą się wokół tak złych i mrocznych rzeczy ? Tak, miał żal do ojca, ale chyba nie aż taki, by go zabijać ? Nie - on by tego nie zrobił. Nigdy by się nie ważył. Miał całkowitą pewność. Olał tamte myśli szepcząc do siebie :
- Jeszcze ze mną nie jest tak źle.
Tym razem  pomyślał, o Smoczej Wyspie i o tym, w co się wpakował. Leciał tam sam, miał sam zabić największego smoka w Berk, a być może i na świecie, a w dodatku miał wyjść z tego cało.
- To nic dla nas. Co,  Szczerbata mordko ? - powiedział do przyjaciela, próbując się pocieszyć. Szczerbatek tylko uciesznie wystrzelił błękitny płomień na znak, że się zgadza. Ale ani Czkawka, ani Szczerbatek nie wierzyli w to. Oboje jednak wiedzieli jedno :

TERAZ NIE BYŁO ODWROTU



                                     * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
                                                                       

                                                                     JA ŻYJĘ !

Och jejciu. Tak mi wstyd. Wy czekaliście tak długo, a ja wychodzę z TAKIM CZYMŚ. Krótkie, mało akcji i w ogóle takie jakieś :/ Mnóstwo dramatu. Pierwowzór tego rozdziału był cholernie długi, ale beznadziejny,taki sztuczny i niejasny. Ten mi się bardziej podoba. Można go potraktować jako rozgrzewkę przed mnóstwem następnych rozdziałów.
Jeśli ktoś podejrzewa, że mroczne myśli Czkawki mają jakąś historię, to ma rację, ale to jeszcze duuuuuużo przed nami :3
Dla tych, co chcą wiedzieć, ile jeszcze potrwają wizje naszego pogromcy smoków, to.... gdzieś z dwa rozdziały MAXIMUM. Nie chciałam zżynać z filmu, więc trochę pokomplikowałam historię i mam nadzieję, że nie za bardzo i wszystko jest dosyć jasne ;)
A tak z innej beczki, ten kto nie śledził ankietę, ten nie wie, że na tym blogu będzie występować ..........uwaga.......... DUŻY CZKAWKA ! Szczerze mówiąc, nasz słodki, niezdarny Czkawka nie miał większych szans ( 14:1 dla Dużego Czkawki). Ja lubię i tego i tego, ale ten starszy na pewno ułatwi mi pisanie rozdziałów. Od razu mówię, że część wizji, gdzie Czkawka będzie dorosły, nie będzie miała nic wspólnego z filmem. Ponieważ :
1). Mam własny pomysł na to
2). Nie oglądałam jeszcze drugiej części ( jeszcze !)

A teraz.......uczcijmy młodego Czkawkę chwilą ciszy i ......odrobiną jego zdjęć.















A teraz kilka zdjęć naszego nowego Czkawki, tak, by się przyzwyczaić :3








 Komentujcie, bo nie wiem, czy dalej mam dla kogo pisać, czy zawiodłam już was na tyle, że nie wejdziecie na bloga. Będę próbowała jakoś się odwdzięczyć wam za czekanie i wam to wynagrodzić. Napiszcie tylko jak, a spróbuję to spełnić ;)

niedziela, 16 lutego 2014

LIEBSTER BLOG AWARD

Nominowała mnie Paulina Ławniczek z bloga http://sogno-quattro-grandi.blogspot.com/

Co to jest Liebster Blog Award?  

 "Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego bloggera w                         
ramach uznania za 'dobrze wykonaną robotę'. Jest przyznawana też blogom o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwości do ich  
rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz,im 11 pytań. Nie wolno nominować blog, który Cię nominował"


                                                                                  Odpowiedzi :

                                               1).  Co było twoją inspiracją do stworzenia bloga ?
Moją inspiracją były zagraniczne opowiadania o Wielkiej Czwórce.
2).  Czy wierzysz w Jacka Frosta ?
Oczywiście, że tak ^.^
3). Czy sądzisz, że demony istnieją ?
Hmmm.....  chyba tak ( jak tak na to patrzeć wierzę we wszystko i wszystkich) ;P
4). Jaki jest twój ulubiony film ?
Nie mam dokładnie ulubionego. Kocham wszelkie komedie, przygodówki i fantasy ♥
5). W jakich sytuacjach najczęściej przychodzą ci pomysły na pisanie ?
Najczęściej mam wenę w nocy, kiedy mam czas na myślenie.☺
6). Czego najbardziej się boisz ?
Mnóstwa rzeczy : koszmarów, ciemności ( tak, przez Pitcha :P ), samotności, spadania, śmierci + wiele, wiele innych rzeczy ( mam też klaustrofobię).
7). Co było twoim największym błędem jakim popełniłaś w życiu ?
 Kiedyś przez mój cięty język  pokłóciłam się z moją najlepszą przyjaciółką. Tydzień później ona się wyprowadziła i do dziś jej nie widziałam ( najpierw robię, potem myślę) ;(
8). Jakiej muzyki słuchasz ?
Nie mam jednego typu. Słucham każdej piosenki, która wpadnie mi w ucho d-_-b ♫
9). Lubisz oglądać bajki ?
Tak, ale tylko Disneya i Dreamworksa. Kiedy zobaczę, co mój młodszy brat ogląda w TV to...... zamykam się w pokoju i oglądam Piękną i Bestię -_- .
10).  Jakie jest twoje największe marzenie ?
Napisać książkę ♥
11). Co (oprócz pisania) jest twoją pasją ?
Lubię rysować, chociaż to nie znaczy, że UMIEM rysować.

Pytania :

1). Mówiłaś przyjaciołom o swoim blogu ?
2). Masz jakieś zwierzątko ?
3). Masz coś (książkę lub film) czym się inspirujesz ?
4). Najbardziej szalona rzecz, którą kiedykolwiek zrobiłaś ?
5). Ulubiony przedmiot szkolny ?
6). Twoje hobby (oprócz pisania) ?
7).  Czy kiedy zakładałaś bloga, miałaś jakieś wątpliwości ?
8). Wierzysz w istoty nadnaturalne ( wróżki, duchy, demony itp. ) ?
9). Disney czy Dreamworks ? A może nic ?
10). Coś, czego nienawidzisz ?
11). Rzecz, której dziś nie możesz zrobić, ale chciałabyś ?

Dedykuję :

1). http://truemonste.blogspot.com/
2). http://magiaiwyobraznia.blogspot.com/
3). http://oklask.blogspot.com/

Nie mogę podać więcej blogów, bo zostały już nominowane :( W każdym razie w tym tygodniu.

    


poniedziałek, 10 lutego 2014

Rozdział 2 - ,,Mamusiu, opowiedz mi bajeczkę "

Nie widziałem nic, tylko ciemność. Zacząłem iść przed siebie, próbując po omacku coś znaleźć. Nagle zauważyłem małe światełko, które powoli zbliżało się do mnie. Gdy w końcu byłem w zasięgu poświaty, zorientowałem się, iż to lewitująca książka oddawała taki blask. Jak tylko  ją dotknąłem zaciążyła mi w dłoniach. Była to nadzwyczaj dziwna, lecz piękna księga. Była koloru granatowego i posiadała złotą oprawę, przypominającą smoka. Pozłacana bestia biegła wzdłuż książki, by później zakrętem zakończyć się na środku okładki. Próbowałem ją otworzyć, niestety - na próżno. Byłem rozczarowany, ale nie miałem zamiaru się poddać. Jeszcze raz dokładnie przyjrzałem się oprawie,szukając jakiejś wskazówki. Zauważyłem, iż otwór w paszczy cennego zwierzęcia układa się w otwór od klucza.Mimo tego odkrycia zmartwiłem się, bo żadnego klucza nie posiadałem. Dla pewności jednak, sięgnąłem do tylnej kieszeni spodni. Nie wiem co sobie myślałem. Miałem nadzieję na jakiś cud.  Ku mojemu zdziwieniu,cud się spełnił -  znalazłem to, czego potrzebowałem.Kluczyk był tego samego koloru co smok, a jego koniec miał kształt płomienia. Włożyłem klucz do otworu, pasował jak ulał. Moja radość jednak nie trwała długo, bo po otworzeniu księgi poczułem, jak grunt wymyka mi się spod nóg. Księga zniknęła, a ja spadałem  myśląc, że już po mnie.....

          
                          * * * * * ** * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

Przed nim ukazał się jego pokój. Wyglądał jednak jakoś..... inaczej. Na miejscu drewnianego biurka znajdowało się łóżko, a przeciwległa ściana była pokryta mnóstwem, różnych rysunków. Czkawka właśnie chciał podejść i obejrzeć szkice, ale ktoś nagle  wszedł do pokoju. Była to kobieta, trzymająca w ramionach, małego, na oko pięcioletniego chłopca. Dziecko spało i miało bujne, brązowe włosy, duże, zielone oczy i mały,zadarty nosek. Czkawka dopiero po kilku chwilach zorientował się, że ten mały dzieciak, to on w dzieciństwie, a kobieta go trzymająca to jego matka.
Do pokoju weszła jeszcze jedna postać. Tym razem był to mężczyzna o potężnej budowie ciała.Czkawka domyślił się, że to  jego ojciec. Miał długą, rudą brodę. Nosił zieloną tunikę, częściowo przykrytą łuskowatą, srebrną  kolczugą, a na plecy miał zarzucony rodzaj płaszcza z futra zwierzęcego. Był całkowitym przeciwieństwem kobiety, która była szczupła, miała pełne, zielone oczy i brązowe włosy zaplecione w dwa długie, brązowe warkocze. Nosiła ciemną suknię, sięgającą do kolan, jasnobrązowy płaszczyk oraz futrzane kozaki.
Gdy matka położyła małego Czkawkę do łóżka,  ten od razu się wybudził. Kobieta na to:
- Pora spać maluchu.
- Ale ja nie chcę spać - powiedziało z uporem dziecko.
- A jeśli ci opowiem bajkę? Pójdziesz spać?
- Mhm...... no dobrze - po chwili namysłu brzdąc zgodził się.
- Co my tu mamy....... - matka sięgnęła do biblioteczki niedaleko łóżka malucha. Wybrała niebieską książkę o tytule ,, Duchy i duszki ". Ojciec zareagował :
- Valko, chyba nie masz zamiaru mu tego czytać?
- Czemu nie?
- Bo to sam stek bzdur !
- Nieprawda, tę księgę napisał mój kuzyn, Thorgal Mądry. Opracował ją według własnych obserwacji - powiedziała matka bardziej do swojego dziecka, niż męża.
- Tak, napisał ją zaraz po tym, jak oszalał - zagrzmiał już mocniejszym tonem.
Kobieta nie zważając na komentarz, powiedziała :
- Wybacz, ale mam zamiar mu to przeczytać i nie obchodzi mnie twoje zdanie. Jeśli ty, Stoiku Ważko chcesz się dalej spierać, co powinnam, a co nie, zejdź na dół, później z tobą porozmawiam.
Postąpił tak, jak Valka powiedziała i mamrocząc coś pod nosem zszedł do salonu. Ona zaś, poświęciła całą swoją uwagę dziecku leżącemu w swoim łóżeczku. Mały Czkawka spytał :
- O czym mi dzisiaj opowiesz, mamusiu?
- Mhm......chcesz usłyszeć o najmłodszym duchu? - spytała, kartkując książkę.
Dziecko zachęcająco przytaknęło.
Matka zaczęła czytać :

- ,, Duch zabawy,Jackil Frosti jest na oko 17- letnim chłopcem.Jest ubrany w brązową pelerynkę i wiązane spodnie. Ma bujne, białe włosy i wręcz lodowate, niebieskie oczy. Muszę też wspomnieć o jego niebywałej broni. Otóż, zawsze ma przy sobie drewniany kostur, który powoduje zamarznięcie przedmiotu. Tak, zgadza się. Jackul jest również duchem zimy.Choć do duchów dołączył zaledwie 30 lat temu, już daje o sobie znać. Co roku, zatrzymuje się w wiosce Berk i tworzy śnieg, oszrania wszystkie okoliczne drzewa, a nawet..... zaczyna bójki na śnieżki. Potrafi sprawić, że największy maruda się uśmiechnie. Niestety,nikt go nie widzi, a ja miałem ten zaszczyt tylko jeden raz. Dzieci nie mogą go usłyszeć,ani zobaczyć.  Mimo pewnych udręk, jest dosyć sympatyczny. Niedługo jednak zobaczymy, gdzie doprowadzi go jego buntowniczy charakter..... "-

Małemu Czkawce najwyraźniej podobała się opowieść. Po przeczytaniu Valka ucałowała malucha, a potem zeszła na dół, do salonu. Chłopczyk słyszał kłótnię, jaką tam prowadzono. Bał się zejść,  bo najprawdopodobniej któryś z rodziców by go zauważył. Pięciolatek jednak próbował przysłuchiwać się rozmowie, ale nic nie potrafił zrozumieć. W końcu odważył się zejść po schodach. Krzyki ucichły,a on zobaczył przytulających się rodziców. Już spokojniejszy, mały Czkawka wrócił do swojego łóżka i zasnął.

Czkawka na chwilę zamknął oczy. Poczuł ciepły podmuch wiatru i woń kwiatów. Spojrzał - ponownie zobaczył siebie, ale tym razem troszkę starszego. Bawił się z mamą w berka. Po chwili Valka zwróciła się do syna :
- Skarbie, może pobawisz się z kolegami? Mamusia musi trochę odpocząć.
- Dobrze- odpowiedział mały Czkawka, po czym poszedł do swoich znajomych.
Podszedł do grupki dzieci - 2 chłopców i 2 dziewczyny. Kiedy spytał się, czy może się z nimi pobawić, wszyscy wybuchnęli śmiechem. Widząc jednak, że Czkawka mówi poważnie, jeden z chłopców powiedział :
- Jasne, możesz się z nami bawić
Jedna dziewczynka chciała coś dodać, ale po chwili zrozumiała plan kolegi i się nie odezwała.
- W co zagramy? - spytał podekscytowany  Czkawka. Zwykle nie chcieli się z nimi bawić i to była miła odmiana. Chłopczyk w czarnych włosach odpowiedział :
- W chowanego, ja liczę. Zaczynamy ! - po czym podszedł do najbliższego drzewa i zaczął liczyć. Zabawa się rozpoczęła. Pozostałe dzieci poszły do lasu, by się ukryć. Tylko Czkawka nie chciał się tam chować.
- Idziesz, czy nie?- spytała dziewczynka w blond warkoczach.
- Nie wolno mi
- Czemu ?
- Mama mówi, że nie wolno mi tam się zbliżać. Mówi, że tam są wilki i coś mi się może stać.
- Ale z ciebie tchórz - stwierdziła dziewczynka.
- Właśnie, że nie !
- No to chodź.
- Nie
- Phi,wiedziałam -parsknęła dziewczyna i już chciała się odwrócić i schować w gęstwinie, gdy pięciolatek wahając się,powiedział :
- Dobrze pójdę - po czym ruszył za koleżanką. Szedł przodem, a blondwłosa za nim. Gdy Czkawka zapuścił się głębiej w las, odwrócił się. Dziewczyny nie było. ,,Pewnie już się schowała " pomyślał i podobnie uczynił. Ukrył się w jednym z krzaków. 
Nagle usłyszał wycie jakiegoś zwierzęcia. Zaczął się bać. Nie odważył się wyjść, tylko czekał. Hałas przybierał na sile i usłyszał warknięcia. Może nie byłby tak wystraszony, gdyby wiedział, że to jego ,,przyjaciele" robią sobie z niego żarty. Po pewnym czasie dzieciakom znudziło się straszenie Czkawki i poszli do domów. On natomiast został, dalej obawiał się wyjść i czekał, aż ktoś go znajdzie. Zaczęło się ściemniać, a jego brzuszek zaburczał. Bardzo chciał wyjść, ale strach go sparaliżował. Przecież wilki dalej mogły gdzieś być. Zaczął łkać.
Nagle usłyszał kroki. Przestał płakać i jeszcze bardziej schował się w krzakach. Usłyszał wołanie:
- Czkawka ! Gdzie jesteś ?!
Siedmiolatek rozpoznał głos i wyszedł z ukrycia. Tak jak myślał, była to jego matka. Czym prędzej pobiegł do niej i wtulił się w jej bawełnianą suknię. 
- Co tu robiłeś? Zakazałam ci tu przychodzić ! - zaczęła robić wyrzuty dziecku.
- Przepraszam, my się tylko.... bawiliśmy
Matka rozejrzała się uważnie po lesie, miała zaniepokojoną minę. ,, Szuka czegoś " stwierdził teraźniejszy Czkawka. Valka  już ze spokojniejszą miną zerknęła na malucha, po czym westchnęła :
- Najważniejsze, że nic ci nie jest. Chodź, już jest ciemno.

W domu panowała niepokojąca cisza. Brzdąc zapytał :
- Gdzie tata?
- On....musiał odpłynąć 
- Po co? -pytało coraz bardziej zaciekawione dziecko.
- W ważnych sprawach.Jako wódz ma mnóstwo obowiązków.
- Kiedy wróci?- po tym pytaniu Valka odwróciła od dziecka wzrok. Wzięła kilka głębokich wdechów i odpowiedziała, mając na twarzy sztucznie wyglądający uśmiech :
- Niedługo skarbie, niedługo...
Czkawce nagle zaburczało w brzuszku. Tym razem matka zachichotała i czym prędzej poszła do kuchni, by coś przygotować maluchowi. Po zjedzeniu kolacji, Valka wzięła Czkawkę za rączkę i poszła  do jego pokoju. Położyła dziecko spać, lecz nie miała zamiaru tej nocy czytać mu bajki. Chciała poruszyć temat dzisiejszego incydentu :
- Kochanie, czemu poszedłeś do lasu?
Brzdąc nie wiedział co powiedzieć. Kłamstwo matka wyczułaby od razu, więc postanowił mówić prawdę :
- Podszedłem do tych dzieci, jak mi kazałaś. Chciałem się z nimi bawić, a oni się zgodzili na chowanego. Jeden chłopczyk liczył, a wszyscy schowali się w lesie i ...... ja nie chciałem tam iść, ale jedna dziewczynka nazwała mnie tchórzem, więc musiałem jej udowodnić, że tak nie jest. Poszedłem głębiej w las, a dziewczynę straciłem z oczu i sam się schowałem. Czekałem i czekałem, ale nikt mnie nie znalazł. Później usłyszałem wilki i strasznie się bałem. Potem ty przyszłaś i ... resztę już znasz......
Valka była oburzona. W tamtym lesie wilków nie było od kilku lat,  więc domyśliła się, że to te dzieci go straszyły. Poczuła się winna, że kazała mu się z nimi bawić. Powiedziała tylko :
- Proszę, nigdy więcej tak nie rób. Wiesz, jak się o ciebie martwiłam? 
- Przepraszam mamo - powiedziało ze skruchą dziecko.
- Liczy się tylko to,że jesteś cały i zdrowy - odpowiedziała matka, pocałowała synka w czoło dodając ,,Dobranoc " i już miała wyjść z pokoju, kiedy usłyszała cichy głos malucha :
- Mamusiu?
- Tak? 
- Czy ja jestem wikingiem?
- Oczywiście, że tak - zdziwiło ją to pytanie - czemu pytasz ? - dodała po chwili.
- Tatuś kiedyś mi powiedział, że wikingowie są silni, bez litości i odważni, zawsze wygrywają, nie boją się niczego i nikogo. Uznał, że sporo mi do wikinga brakuje i będę musiał się trochę ,, zmienić", zanim dorosnę.
To już był szczyt wszystkiego. Valka zacisnęła pięści, zła na swego męża za takie zachowanie, jednak dziecko czekało na odpowiedź, więc czym prędzej rzekła :
- Nie słuchaj taty, opowiada głupstwa. Byłeś wikingiem, jesteś i zawsze będziesz.
- Ale różnię się od innych. Sam tata powiedział, że jak narazie nie nadaję się na wodza.
- A czy kiedykolwiek widziałeś dwie takie same osoby? Każdy jest inny, co czyni nas wyjątkowymi - po tych słowach spojrzała na przeciwległą ścianę - chociaż spójrz na swoje rysunki, są piękne.
Rzeczywiście, szkice narysowane przez Czkawkę były godne podziwu. Głównie przedstawiały jego rodzinę, ale właśnie to dodawało im wyjątkowego wyglądu.
- Tata mówi, że one są do niczego niepotrzebne. Mówi, że rysowanie jest dla bab.
- Och naprawdę, przestań słuchać ojca. Posłuchaj mnie - ujęła jego małe rączki - masz niesamowity talent. Może nie jesteś odważny, ani silny, ale masz wiele innych cech, których mogą ci pozazdrościć.
- Na przykład?
- Jesteś kreatywny, niezwykle mądry jak na siedmiolatka, sympatyczny, miły, nigdy się nie poddajesz. Wyróżniasz się, to prawda, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Poza tym, ty nigdy nie zabiłbyś żadnego zwierzęcia, prawda?
Dziecko przytaknęło głową.
- Właśnie to jest w tobie niezwykłe. Jesteś inny, niż  wikingowie, o których ci mówił tata. Wiesz jednak co ?
- Co ?
- Najważniejsze jest to,co ma się tu - wskazała miejsce, gdzie znajduje się serce - to jego masz słuchać najpilniej. Masz za nim podążać. Obiecaj mi, że będziesz słuchał głosu swego serca i nigdy nie zrobisz niczego wbrew własnej woli, dobrze?
- Obiecuję - dziecko złożyło rękę na swojej piersi.
- Och ! Prawie bym zapomniała - wykrzyknęła Valka. Zeszła do salonu i wróciła z pluszową zabawką w kształcie smoka o czerwonym kolorze.
- To jest małe smoczątko. Będzie cię chronić przed wszelkim złem i koszmarami. Tylko proszę, nie pokazuj tego tacie, niech to pozostanie naszą słodką tajemnicą, dobrze?
- Dobrze mamusiu, jest śliczny.
- Cieszę się, a teraz idź spać mój ,,wikingu" - powiedziała, po czym zgasiła świecę.


Następne kilka miesięcy Czkawka wspominał dobrze. Ojciec często wyjeżdżał, prawie się nie widzieli, ale mama ciągle pocieszała malucha.  Matce coraz trudniej było ukryć rozczarowanie, jakie wywoływał u niej Stoik. Czkawka nie oddalał się od domu i już nie rozmawiał z tamtymi dzieciakami. Życie  w Berk płynęło spokojnie, bez żadnych sensacji, jednak pewien dzień przełamał tą sielankę.

Była jesień, a urodziny Czkawki zbliżały się wielkimi krokami. Nawet ojciec przyjechał na cały miesiąc, co było odmianą. Wszystkie przygotowania były na głowie Valki, a mimo to, matka znajdowała czas w nocy na jakieś wyjścia. Wychodziła tak bez słów pożegnania i wracała dopiero nad ranem. Bardzo to martwiło Czkawkę, bo od tamtego czasu tata opowiadał mu bajki, w czym nie był mistrzem, a gdy tylko maluch pytał o miejsce pobytu matki, ojciec albo zmieniał temat, albo tylko odmrukiwał, że ,,ma jakieś ważne sprawy". 
Kiedy nadszedł czas urodzin, Czkawka był podekscytowany. Przyjęcie miało odbyć się na świeżym powietrzu, miała przyjść cała wioska i świętować razem z nim. Było jeszcze przed zachodem, gdy wszystkie dekoracje zostały porozwieszane, a stoły nakryte. Jedyne, co pozostało, to czekać na gości. Czasu jednak zostało sporo, więc mama zaproponowała grę w chowanego. Czkawka się zgodził. Valka zaczęła liczyć, a brzdąc lokalizował swoją kryjówkę. Wpadł na pomysł, aby się schować pod największym stołem, na którym mieścił się tort urodzinowy. Obrus dotykał ziemi, więc bez problemu mógłby malucha zakryć. Czkawka tak czekał i czekał, lecz mama go nie mogła znaleźć. Śmiał się w duchu, że wybrał dobrą kryjówkę, ale już znużyło go to czekanie.
Nagle usłyszał czyjeś krzyki i płacze. Wyjrzał zza białego obrusa. To, co zobaczył, było szokujące.

Ujrzał swoją matkę naprzeciw..... smoka, czarnego jak noc. Zwierzę było nadzwyczajne - po dokładnym przyjrzeniu się zauważyć można było żyły bestii.  Czkawka rozejrzał się. Dookoła znajdowali się goście urodzinowego przyjęcia. Byli w panice.Dziecko zerknęło na ojca, który chciał podejść i pomóc żonie, ona jednak protestowała. To mogłoby rozdrażnić bestię. Valka na próżno próbowała nad nim zapanować. Wyciągała do niego rękę mówiąc ,,spokojnie, nic ci nie zrobię", ale to nie pomagało. Bestia nie dawała się dotknąć.
- Co ty robisz?! - zagrzmiał głos Stoika. 
- Nie wiem, co się z nim dzieje ! Zwykle tak nie reagują!
- Zaraz, że co?! - ojciec nie ukrywał zdziwienia. To wszystko tłumaczyło jej wieczorne wyjścia. 
Valka jednak nie odpowiedziała, ponieważ smok przeszedł z ofensywy do ataku. Jednym machnięciem poważnie zranił matkę.
Stoik chwycił za miecz i zaatakował bestię. Uśmiercił ją, lecz to go nie usatysfakcjonowało. Podbiegł i chwycił w ramiona Valkę. Było już za późno. Matka była lodowata i miała sine usta. Czkawka z płaczem podbiegł do ojca. Mówił, że to niemożliwe, że to jakiś koszmar i chce się z niego wybudzić. To wszystko jednak działo się naprawdę i nic nie dało się już zrobić. Tego samego dnia pochowano Valkę, wspaniałą żonę samego wodza i kochaną mamę Czkawki.

Następne lata były dla niego koszmarem. Nie obchodził już swoich urodzin, a wychowywał go Stoik. Jednego dnia znalazł maskotkę smoka i pomimo płaczów Czkawki, spalił ją. Chłopiec był zdruzgotany, zaszło w nim wiele zmian. Pracował u kowala, Pyskacza. Niestety, zapomniał o dawnej obietnicy złożonej matce i z całych swych sił próbował przypodobać się ojcu. Napady smoków zdarzały się coraz częściej, a Stoik z coraz większą nienawiścią je uśmiercał. Jakby za każdym razem przypominał sobie jego najgorszą chwilę w życiu - gdy jego ukochana zginęła. Cały czas obwiniał siebie, że mógł ją uratować.
 Pewnego dnia, Czkawka zdecydował się zapolować na samą Nocną Furię, najrzadszego smoka w całym Berk, a może i świecie. Mimo, że w każdym ataku ta bestia uczestniczyła, nigdy jej nikt nie widział. Chłopak chciał tym oczywiście zaimponować ojcu, ale było to dosyć ryzykowne. Opracował i skonstruował katapultę, z której miał wystrzelić do smoka. Już następnego dnia miał okazję to zrobić.
Smoki zaatakowały późnym wieczorem. Czkawka musiał siedzieć u Pyskacza, ale gdy tylko ten odwrócił od niego uwagę, chłopak wymknął się. Trzeba też wspomnieć, że przed ucieczką czternastolatek przeprowadził z nim dosyć nieprzyjemną rozmowę. Kowal poruszył temat walki ze smokami. Uznał, iż Czkawka żadnych zdolności nie posiadał i jeśliby wyszedł teraz na bój, najprawdopodobniej zginąłby. Kazał mu się nie ruszać  stamtąd i robić to,co do niego należy - ostrzenie mieczy i siekier.
Podczas ucieczki na chwilę przystanął i się rozejrzał. Nie było chaty, której nie odwiedziłby jakiś smok. Zauważył też grupkę jego rówieśników. Tak, tych z którymi się kiedyś bawił. Od tamtej pory z nimi nie rozmawiał, ale teraz, zwrócił na nich szczególną uwagę. Było ich pięcioro : dwójka bliźniaków, czyli Mieczyk i Szpadka, chłopak w blond włosach i przy tuszy nazywał się Śledzik, czternastolatek o czarnych włosach miał na imię Sączysmark i była też ona - blondwłosa dziewczyna o imieniu Astrid. Czkawka nie ukrywał, że ona podobała mu się, ale w ogóle ze sobą nie rozmawiali, więc jego szanse u niej były zerowe. Jego celem dzisiaj jednak było coś innego, niż rozmyślanie o miłości. Rozglądał się za Nocną Furią, która nie dała mu długo czekać. Nie było widać zwierzęcia, a jedynie niebieski płomień jaki wystrzeliło w wieżę strażniczą. Bestia nie chybiła. Wieża załamała się i z wielkim hukiem spadła na stadko owiec, którym nie zajęła się jeszcze reszta smoków. Czkawka pobiegł na wzgórze ponownie próbując zlokalizować zwierzę. 
Usłyszał nad sobą świst i puścił za spust. Rozległ się głośny ryk. Brunet trafił. Nie mógł w to uwierzyć. Nagle poczuł czyjeś sapanie na swojej szyi. Powoli odwrócił się i zobaczył..... smoka. Nie był to zwykły smok, a sam Koszmar Ponocnik, drugie najniebezpieczniejsze zwierzę po Nocnej Furii. Czemu był taki groźny ? Miał zdolność do samozapłonu,co Czkawka w tamtej chwili mógł zobaczyć na żywo. Chłopak czym prędzej zaczął uciekać, krzycząc. Krzyki usłyszał Stoik i jak najszybciej pobiegł pomóc synowi. Przybył w ostatniej chwili, gdy zwierzę miało zadać ostateczny cios. Ponocnik nie był wściekły na Stoika, wręcz przeciwnie - bał się go, przez co nie mógł się zapalić. Po zażartej walce bestia odleciała,  wraz z resztą smoków, które uciekły z pułapek wikingów. Co gorsza, zabrały większość owiec. Ojciec spojrzał na syna swym rozczarowanym spojrzeniem. 
- Przepraszam, tato - powiedział Czkawka.
Wszyscy wikingowie byli źli na chłopaka, patrzyli na niego tym samym rozzłoszczonym, a zarazem smutnym wzrokiem, co ojciec.
Czternastolatek z powodu presji zdołał wybąkać tylko :
- Ale trafiłem Nocną Furię - po czym wskazał pagórek, na którym to się zdarzyło.
Stoik nie wytrzymał ,złapał Czkawkę za kołnierz i zaczął ciągnąć go w stronę domu. Chłopak próbował się tłumaczyć :
- Ale nie tak jak ostatnie pięć razy temu. Serio ! Teraz naprawdę pięknie trafiłem ! Wy byliście zajęci, ale ja go miałem na celowniku no i dostał i spadł ! Dokładnie nad Kruczym Urwiskiem ! 
Trzeba przeczesać teren i upewnić się, że.....
- Dość ! - przerwał mu ojciec - wszystko za co się bierzesz kończy się katastrofą !
Te słowa uraziły Czkawkę, jednak nie dawał za wygraną :
- Tato, ale tym razem mówię prawdę !
- Powiedziałem dość ! Nie widzisz, że mam poważniejsze problemy ?! Zima za pasem, a ja mam całą osadę do wyżywienia!
- No wiesz, tak między nami to niektórym nie zaszkodzi mała dieta, nieprawdaż? - chłopak pozwolił sobie na docinkę.
- To nie są żarty Czkawka ! Och, dlaczego choć raz nie zrobisz tego, co ci każę ?
- Bo ktoś bardzo mądry powiedział mi, że nie warto cię słuchać. Robię więc co chcę, a jak widzę smoka, to..... muszę go zabić.
- Może i tak, ale pogromcą smoków to ty nie jesteś - odpowiedział sucho ojciec i już chciał odejść do swego domu, gdy dodał:
- Jeszcze jedno. Proszę, żebyś już nigdy nie powoływał się na matkę.
Pyskacz próbował jakoś pocieszyć chłopaka, odprowadzając go do domu. Oczywiście, nie obyło się bez obelg rzucanych przez Sączysmarka i resztę bandy. 
Gdy byli  zaledwie 20 kroków od chaty, Czkawka westchnął :
- Ja naprawdę go trafiłem.
- Oczywiście - potwierdził kowal bez przekonania.
- Ojciec.....nigdy mnie nie słucha, a zawsze jak przechodzi obok, to patrzy z takim... rozczarowaniem.
- Oj przestań, nie chodzi o to, że nędznie wyglądasz, to twój charakter go drażni.
- Dziękuję za słowa otuchy - Czkawka przewrócił oczami.
- Zrozum to, przestań na siłę być tym,kim nie jesteś.
Mimo tego zwykłego zdania, to podczas rozmowy te słowa zabolały najbardziej. Przypomniał sobie pewną kobietę, która mówiła mu to samo. W jednej chwili bolesne wspomnienia wróciły z podwojoną siłą. Chłopak tylko westchnął :
- Ja....próbuję być tylko jednym z was - po czym z łzami w oczach wszedł do domu. Wziął kilka głębokich wdechów, by się uspokoić. Gdy to się stało wyszedł tylnymi drzwiami, na znalezienie swojej zguby.
,,Jak można zgubić całego smoka? Bogowie się na mnie uwzięli" - myślał Czkawka. Rzeczywiście, przeszukał już prawie całe urwisko,ale zwierzęcia nie znalazł. Nagle uderzył głową o gałąź drzewa. Zauważył, iż to drzewo było mocno połamane i wygięte. Spojrzał w bok. Uradowany w końcu znalazł to,czego szukał.
Smok miał czarne łuski i rozłożyste skrzydła, a co najważniejsze - był spętany w pułapce Czkawki. Chłopak wyjął nożyk z kieszeni i zbliżył się do bestii. Zaczął mówić pod nosem, dla dodania odwagi:
- Zabiję cię smoku, zaraz cię zabiję i w końcu ojciec mnie doceni. Jestem wikingiem.....JESTEM WIKINGIEM !
Właśnie podniósł obie ręce, by zadać śmiertelny cios, kiedy zawahał się i ponownie spojrzał na stwora. Zwierzę już się poddało i tylko czekało na śmierć. Czkawka cofnął się, a w głowie usłyszał znajomy głos  :
,, Ty nigdy nie zabiłbyś żadnego zwierzęcia, prawda? ".
- Co ja robię? Matka miała rację, nie jestem do tego zdolny - powiedział do siebie i czym prędzej zaczął przecinać liny, krępujące zwierzę. Gdy tylko stwór był wolny, wskoczył na chłopaka. Brunet myślał, że już po nim, ale Nocna Furia tylko ryknęła na niego i uciekła. 
Czkawka wrócił do domu, mając nadzieję, że nie spotka taty. On jednak tam był. Czternastolatek próbował wejść po schodach niezauważony, ale Stoik go zauważył :
- Czkawka.....
- Tak, tato ? - powiedział zrezygnowany chłopak i zszedł ze schodów.
- Rozmawiałem z Pyskaczem i .... masz czego chciałeś ! Zapisałem cię do Smoczej Akademi ! Nauczysz się, jak zabijać smoki !
- Tato przemyślałem to i raczej nie chcę zabijać smoki.
- Hahaha ! Dobry żart synu, nie ma co - roześmiał się ojciec i odwrócił się do biurka obok, po czym znów zwrócił się do syna, trzymając w dłoniach siekierę :
- Proszę synu, twoja pierwsza broń - i podarował ją Czkawce.
- Dobra, podejście drugie...... Tato, ja NIE UMIEM zabijać smoków.
- Dlatego cię tam wysyłam! Żebyś się nauczył! - przekonywał dalej ojciec.
- Tato, nie rozumiesz, ja...
- Czkawko, przestań - przerwał mu Stoik - gdy tylko przyjąłeś tą siekierę, stałeś się wikingiem. Zaczniesz mówić jak my, chodzić jak my, myśleć jak my. Zrozumiano ? - dodał.
- Tak, ojcze - przytaknął chłopak.
- Wspaniale ! - zaklaskał w dłonie Stoik - zaczynasz jutro rano, idź się przespać.
Czkawka wykonał polecenie ojca. Przecież wcześniej tak bardzo chciał zostać wikingiem, ale teraz nie był szczęśliwy.
Pierwsze dni w Akademii było istnym koszmarem. Okazało się, że Sączysmark, Mieczyk, Szpadka, Śledzik i Astrid, też uczęszczali na zajęcia. Czkawka może miał kilka razy okazję porozmawiać z obiektem swoich westchnień, ale zwykle była to niemiła wymiana zdań. Chłopakowi wydawało się, że to nie jest jego miejsce i tylko innym przeszkadza.
Pewnego dnia postanowił odwiedzić to miejsce, gdzie złapał Nocną Furię. O dziwo, smok dalej tam był, a co dziwniejsze, stwór nie mógł się wznieść. Czkawka wyjął swój notes i zaczął rysować plan zwierzęcia. Później, jeszcze raz przyjrzał się bestii i porównał z szkicem w zeszycie. Nocna Furia nie miała fragmentu ogona ! Wszystko stało się jasne. Chłopak po chwili wachania zdecydował zejść do smoka. Gdy znalazł się na dole zwierzę zaprzestało nieudolnych prób latania. Teraz całą uwagę poświęciło Czkawce. Jak tylko chłopak zbliżył się, Furia zaczęła warczeć. Czternastolatek powoli sięgnął po nożyk, a gniew smoka narastał. Czkawka zrozumiał. Wyjął sztylet, upuścił i kopnął do jeziora. Zwierzę przestało warczeć, ale dalej było mało ufne i zaczęło obwąchiwać intruza. Czternastolatek zrozumiał, że właśnie nadeszła chwila. Zamknął oczy i wyjął ręke w stronę stwora. Nocna Furia jeszcze raz przyjrzała się Czkawce, a po chwili dała się dotknąć. Chłopak wzdrygnął się i spojrzał na smoka. Czy to oznaczało, że sama Nocna Furia zaufała mu ? Najwyraźniej tak. Czternastolatek uśmiechnął się na tę myśl. Nagle, zwierzę zrobiło coś nieoczekiwanego. Próbowało naśladować swego pana. Czkawka wtedy coś zauważył :
- Czy ty nie masz zębów ?
Wniosek ten był jednak błędny. Zaraz po wypowiedzi chłopaka, w paszczy Nocnej Furii pojawiły się rzędy ostrych jak brzytwa kłów. To dało pomysł na imię smoka :
- Wiem ! Nazwę cię Szczerbatek.
Zwierzęciu najwyraźniej spodobało się to imię. Od tamtego czasu Czkawka próbował pomóc Sczerbatkowi. Skonstruował w pracowni drugą część ogona, ale żeby ją uruchomić, potrzebny był jeździec. Tak też zaczęli naukę latania. Na początku nie szło za dobrze, ale z czasem coraz lepiej to wychodziło. Przez te wszystkie ich wspólne spotkania, Czkawka wiele się nauczył o smokach, a wszystko spisywał w swoim tajnym dzienniku. Dzięki obserwacjom, znał ich słabe punkty, co mu bardzo pomagało w Smoczej Akademii. Było to dosyć dziwne dla reszty jego rówieśników, ale nikt się nie mieszał w jego sprawy. Jedynie Astrid pokazywała swoje niezadowolenie i była zaciekawiona nagłą zmianą bruneta. Podczas ostatnich lekcji w Akademii Czkawka wygrał z blondwłosą. Oczywiście, brunet tego nie chciał, ale zrobił to jedynie w obronie własnej. Kiedy tylko usłyszał, że nagrodą będzie zabicie smoka, zbladł. Jasne było, że nie chciał tego robić. Powiedział, że musi iść i pobiegł w stronę Kruczego Urwiska. Tym razem jednak Astrid nie dała za wygraną i zaczęła śledzić Czkawkę.Gdy ten nieumyślne zaprowadził ją na miejsce, Astrid skoczyła na Nocną Furię z siekierą. Smok był gotowy walczyć, ale w ostatniej chwili Czkawka ich powstrzymał. Przedstawił ich sobie :
- Astrid, to Sczerbatek. Szczerbatek, to jest Astrid, jest naszym gościem i nie wolno ci jej atakować.
Dziewczyna była zdziwiona, lecz chłopak wszystko jej wytłumaczył. Blondwłosa chciała pójść i wszystko powiedzieć wodzowi, ale Czkawka ją powstrzymał. Złapał ją za rękę i pomógł wsiąść na smoka, by polecieć.Tamtej nocy między nimi zaiskrzyło. Nagle z daleka zauważyli stado smoków. Czkawka nakazał schylić się. Tak jak myślał : bestie trzymały owce z wioski. Para postanowiła ich śledzić. Zwierzęta zaprowadziły ich do jakiejś górskiej jaskini. Czym prędzej wlecieli do niej i obserwowali całą sytuację z ukrycia. W jaskini był jeden, wielki dół, do którego każdy smok zbliżał się z owcą i wrzucał do dziury. Znalazł się jeden smok, który owcy nie posiadał. Z dołu wyłoniła się paszcza wielkiego smoka, który pożarł ofiarę. Wszystko stało się jasne - smoki porywały owce, bo się bały największej bestii. Para wróciła do wioski. Musieli o wszystkim powiedzieć Stoikowi. Był mały problem - jutro Czkawka miał zabić smoka. 

                         * * * * * ** * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Straszne, po prostu straszne. Zdałam sobie sprawę, że pisanie wizji będzie moją zmorą. Jak pomyślę, że mam jeszcze do napisania reszty Czkawki + wizje dziewczyn T_T. Mimo to mam zamiar dokończyć to, co zaczęłam. Tak, spóźniłam się ,,trochę" , ale powtarzam - nie miałam pojęcia, że to będzie takie trudne i tyle potrwa (pamiętajcie to 1 część). Na koniec wrzucam jeszcze zdjęcie matki Czkawki : 

                                                                                                                   Komentujcie ;*
















Obserwatorzy