06.10.2014

I'm alive !

Chciałam coś napisać, żeby dać znak, że jestem, żyję, a rozdział się jakoś pisze.
I....szczerze - nie wiem co dalej napisać XD
Może statystyki ? To się chyba nada :D

No a więc :

Przez około rok bloga wyświetlono 11 432 razy ( za co dziękuję baaaardzoo)
Najpopularniejszy post to Rozdział 2 - ,,Mamusiu, opowiedz mi bajeczkę "- 357 razy
Najpopularniejsza strona to ,,Rozdziały" - 41 razy (no i prawidłowo ;) )
Odbiorcy :
Polska 369
USA 5
Komentarze : 72
Posty opublikowane : 19
Obserwatorzy : 11
Szczerze mówiąc komentarzy nie chce mi się liczyć xd
Jednak z miejsca chciałabym podziękować kilku osobom :
Olci , która jako pierwsza skomentowała bloga, oraz dała bardzo konstruktywną krytykę na mój pierwszy post, dzięki czemu prolog stał się o wiele lepszy :) Z chęcią czekam na twoje kolejne opinie. Dzięki !
Juli Zachwatowicz, która również była pierwszym z obserwatorów.
Paulinie Ławniczek, która mimo nie bycia od początku, dodawała mi otuchy i mam nadzieję, że potrwa to do dnia dzisiejszego :D
Patrycji Jagiełło, (może raczej Papaja) z którą zawsze z chęcią porozmawiam, oraz która nie bała się do mnie napisać ( ej serio, ja nie gryzę xd ).
Oraz dziękuję wszystkim moim komentatorom, tym anonimowym jak i nie. Oficjalnie :
                                                       DZIĘKUJĘ !!!

A co do jeszcze spraw rozdziałowych - mam blokadę weny. Całkowitą. Szczęście, że jeszcze mam pomysły na Jaridę, ale tu się zablokowałam :/ Moje miejsce przy laptopie wygląda tak : coś poczytam, coś se porysuję, dodam kilka linijek do Nieidealnych i na tym się kończy. Przeklinam cię blokado !

Dlatego napiszcie, co mogłabym dodać w następnym poście. Serio, cokolwiek. Co byście chcieli, żeby się pojawiło ? Wena się ode mnie wyprowadziła na jakiś czas, a coś na blogu powinno być. A ja nawet nie mam pomysłu co (jezzu aż tak jest źle ?)








27.07.2014

Rozdział 4 - ,,Czerwona Śmierć nadchodzi "

- Astrid, na Wielkiego Thora, gdzie ty jesteś ?! - krzyczał wódz waląc w drzwi domu wspomnianej dziewczyny, zdziwiony, że  jeszcze się nie wyłamały. Po pewnej chwili, blondwłosa otworzyła. Na widok Stoika jej twarz spochmurniała. Przemówiła obojętnym tonem :
- W czym mogę pomóc, Stoiku Ważko ?
- Musisz nas zaprowadzić na Smoczą Wyspę.
- A kto powiedział, że wiem, gdzie to jest ? - jej głos zrobił się ostrzejszy.
- No....ostatnio często  przebywałaś z Czkawką, więc myślałem.....
- Przykro mi, ale nie mam zielonego pojęcia, o czym pan mówi. Powtarzam : nie wiem, gdzie jest Smocza Wyspa. Do widzenia. - przerwała w połowie wypowiedzi Stoika i zamknęła mu drzwi przed nosem.
Gdy była już we wnętrzu domu, usiadła przy drzwiach.  Położyła głowę na kolanach, głucha na dalsze pukania do drzwi.
Pamiętała słowa Czkawki, zaraz po odkryciu Smoczej Wyspy :
,, Nikomu o tym nie mów, a szczególnie Stoikowi " Przypomina sobie też, że ona się sprzeciwiała.
,,Widziałaś to. Jeśli mu powiemy, pozabija wszystkie smoki. One przecież chciały tylko przeżyć " - po tym argumencie ona się zgodziła. Było w tym trochę racji. Wódz nie przekonałby się do gadów ot tak. Przez tyle wieków je zabijali i teraz co? Mają się z nimi przyjaźnić ? Niedorzeczność. Wzdrygnęła się na myśl, że kiedyś też taka była. Pełna nienawiści do smoków. ,,Ale one są niewinne, to coś innego" - pomyślała.
Jej myślom przeszkodził głos, a raczej szept zza drzwi :
- Astrid, on tam poleciał. Sam.
To do niej dotarło.Sam ? Na Smoczą Wyspę ? To samobójstwo ! Czy on postradał zmysły ?!
Odwróciła się i zaczęła gapić się na drewniane drzwi, jakby chciała wyobrazić sobie Stoika. Klęczał, inaczej by go nie usłyszała. Może to tylko podstęp ? Mówił raczej szczerze....... a więc to prawda.
Pospiesznie wstała i otworzyła drzwi. Już pewniejszym głosem powiedziała :
- Pomożemy wam
- ,,My" ?
- Tak, my.

                                     * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * 

Gdy tylko zobaczyłem pierwsze szczyty wzgórz na Smoczej Wyspie, zrozumiałem swoją sytuację. Nie to, żebym wcześniej jej nie znał. Kiedy jednak cała adrenalina opadła, spojrzałem na to wszystko trzeźwo.  Byłem sam ze Szczerbatkiem. Miałem zmierzyć się z armią smoków, w tym z Czerwoną Śmiercią, dla której moglibyśmy być co najwyżej przekąską. Tak, nazwałem tą bestię ,, Czerwoną Śmiercią ", bo według mnie ta nazwa pasowała. ,,Czerwona", przez kolor kolców, na jego wielkim ciele. ,,Śmierć" zaś, jak sama nazwa wskazuje, dzięki jego ,,uwielbieniu" do jedzenia innych.
Westchnąłem. Z jednej strony dobrze, że Stoik ze mną nie przybył. Jeśli miałoby nam się nie powieść, umrze tylko jakiś niemrawy chłopiec i jeden smok, a nie cała wioska.
O czym ja myślę ? Powinienem opracowywać strategię. Miałem wylecieć dopiero jutro, ale przez to co się zdarzyło, stało się to trochę.... szybciej. 
Nagle poczułem, że nasz lot się obniża. Lądujemy. Stanęliśmy z drugiej strony wyspy. 
Zeskoczyłem ze Szczerbatka. Spojrzałem na niego badawczo. Wyglądał na trochę zmęczonego. Co prawda, nie lecieliśmy tu na urwanie głowy, ale on nie miał ostatnio czasu na sen. Szepnąłem do niego :
- Nie jest tu zbyt bezpiecznie. Odpocznij chwilę, ja spróbuję pomyśleć nad planem.
Smok posłusznie wykonał rozkaz, a ja opierając się o niego, zacząłem kombinować nad taktyką. Moglibyśmy odwrócić uwagę reszty smoków i wtedy.....
- AAAAAAAARRRRRRGGGGG !!!! - usłyszałem czyjś okrzyk. Znałem ten głos. To niemożliwe....
Wybiegłem z ukrycia. Szczerbatek pobiegł za mną. Wyjrzeliśmy. Mój ojciec. Przed jaskinią. Za nim cała wioska. A na niebie smoki. Mnóstwo smoków. Uciekały, jakby były wystraszone. Czy to Stoika się tak bały ? Nie byłem tego pewien. Nagle zauważyłem Astrid. Wziąłem kamyk i rzuciłem w nią, mając nadzieję na zwrócenie jej uwagi.. Trafiłem. Odwróciła się do mnie. Miała zaczerwienione i opuchnięte oczy. Czy ona... płakała ?
Powoli podeszła do mnie, upewniając się, że nikt jej nie widzi. Nachyliła się do mojej kryjówki, składającej się z krzewów i zaczęła :
- Czkawka ! Jak się cieszę, że nic ci nie jest !
Ja jednak się nie cieszyłem.
- Jak mogłaś ? Obiecałaś, że nic im nie powiesz - syknąłem.
- Jak mogłam ?! To ty, idioto poleciałeś na Smoczą Wyspę ! - powiedziała lekko urażona.
- To nie był powód, żeby mnie wsypać.
- Ja tylko nie chciałam, żebyś zginął....To źle ? Martwiłam się o ciebie.... 
W innej sytuacji ucieszyłby mnie fakt, że się o mnie zamartwiała, ale nie tym razem. Złamała obietnicę.
- Gratulacje. Dzięki temu będziesz oglądać w pierwszym rzędzie wybijanie smoków.
- Ale.....- jej oczy zaszkliły się.- Stoik obiecał, że nic im nie zrobi ! Obiecał !
- Widać nie tylko ty nie dotrzymujesz obietnic....- mruknąłem.
- Tak cię przepraszam ! - rozpłakała się na dobre. Czy ona dobrze się czuje ? To do niej niepodobne...
- Przeprosiny nic nie dadzą, musimy.....- nie dokończyłem, bo z jaskini wydobył się niepokojący ryk.
Astrid na chwilę zamilkła. Mieszkańcy, którzy jeszcze przed chwilą świętowali ,,wygraną", również ucichli.
Spojrzenia wszystkich przeniosły się na grotę. Ziemia zadrżała. ,,Coś", a raczej ,,ktoś" chciał wyjść. Zrozumiałem.
Nie Stoika bały się smoki, tylko.... 
Czerwonej Śmierci
Miałem rację. Po chwili jaskinia rozpadła się, a z niej wylazła kilkudziesięciometrowa bestia o szarawej, gadziej skórze.Usłyszałem Stoika :
- Katapulty !
Był to rozkaz, by wystrzelić, co też uczynili. Czerwona Śmierć nic z tego sobie nie robiła. Jej skóra była najwyraźniej tak gruba, że nie otrzymywała żadnych obrażeń. Zamiast tego, smok zaryczał ponownie i swoim ogonem do złudzenia przypominającym maczugę, zniszczył katapulty. Potem zionął ogniem, przez co statki stanęły w ogniu. Kiwnąłem do Szczerbatka na znak, że to nasza kolej. Kiedy miałem już odlecieć, Astrid złapała mnie za rękę :
- Poczekaj, możemy ci pomóc 
- My ? - zdziwiłem się. Jacy ,,my" ? I jak ona miałaby mi zamiar pomóc ?
- Chyba nie myślałeś, że przyszłam tu sama, co ? - uśmiechnęła się. Teraz bardziej przypominała mi Astrid, którą znam.- No, wychodźcie - odwróciła głowę w lewo. Zza jednej pozostałości po jaskini, wyszła reszta grupy. Co dziwniejsze, Sączysmark, Śledzik, Szpadka i Mieczyk, siedzieli na smokach. No tak, jakoś musieli tu dotrzeć. Ostatnia wyszła smoczyca Śmiertnika Zębacza. Smok o jasnym brzuchu, niebieskich łuskach i dość długim ogonie pokrytym kolcami przymilał się do blondwłosej. Reszta smoków zachowywała się podobnie do innych.
Nie mogłem w to uwierzyć.
- Wy...wytresowaliście je ?
- Wolę mówić, że się zaprzyjaźniliśmy i...tak, chociaż trochę nam to zajęło - odpowiedziała Astrid - To jak? Mów, co mamy robić - dodała po chwili.
- Jasne - przytaknąłem, dalej oszołomiony. Teraz jednak trzeba się skupić. Próbowałem sobie przypomnieć, czego nas nauczyli w Smoczej Akademii. Po chwili powiedziałem :
- Smark, Śledź, znajdźcie jego martwą strefę. Pohałasujcie trochę - oni przytaknęli głowami i odlecieli. Teraz zwróciłem się do bliźniaków, którzy prowadzili Zębirogiem Zamkogłowym - smokiem o dwóch głowach i zielonym ubarwieniu :
- Mieczyk, Szpadka, sprawdźcie jaki ma zasięg plucia. Wkurzcie go.
- To moja specjalność - uśmiechnęła się Szpadka 
- Od kiedy ? - powiedział Mieczyk - Ja jestem bardziej wkurzający. O ! Elelelelele ! - mówił to odwracając się do góry nogami.
- Zajmijcie go czymś - szybko odrzekłem. Nie ma czasu na sprzeczki. Po chwili odlecieli.
- A ja co mam robić ? - zapytała po chwili lekko zawiedziona Astrid.
- Ty będziesz pomagać cywilom. Zadbaj, by nikomu nie stała się krzywda.
- A co z tobą ?
- Dam sobie radę - uśmiechnąłem się. Obecność moich przyjaciół, tylko dodawała mi otuchy. Naprawdę wierzyłem, że nam się uda. Astrid przytaknęła i również odleciała.
Zanim dołączyłem do innych, zobaczyłem ojca i Pyskacza, jak próbują odwrócić uwagę Czerwonej Śmierci.
Co chwila któryś krzyczał ,,Zjedz mnie! ", ,,Nie, bo mnie ! ", ,,A właśnie, że mnie ! ".  Zrozumiałem, że chce mi pomóc. Wsiadłem na Szczerbatka. Gdy wzlatywałem w górę, oczy moje i taty spotkały się. Bezgłośnie powiedziałem ,,Dziękuję", na co on się tylko uśmiechnął.

- Dobra Mordko, teraz na dół - powiedziałem, gdy byliśmy wystarczająco wysoko. Zauważyłem, że Astrid kręciła się wokół Czerwonej Śmierci. Po chwili bestia jak odkurzacz, zaczęła wciągać dziewczynę razem ze smokiem. Podlecieliśmy jak najszybciej, a Szczerbatek wysłał płomień w paszczę gadziny. Oczywiście, nie obyło się bez krzyków przerażenia ze strony wikingów. Od razu schowali się za tarczami. Dalej się mnie bali. Obiecałem sobie, że jeśli wyjdę z tego cało, postaram się ich przekonać do siebie.
Szczerbatek złapał Astrid w locie i odłożyliśmy ją w bardziej bezpieczne miejsce. 
Teraz pora zająć się naszym głównym celem.
Ponownie wzlecieliśmy do góry, a ja zauważyłem coś bardzo ważnego - skrzydła. Czerwona Śmierć miała skrzydła.
- Ten olbrzym ma skrzydła - zacząłem - Dobra, zobaczymy, czy umie ich używać ! 
Z zawrotną prędkością podlecieliśmy  i gdy byliśmy już blisko smoka, strzeliliśmy go w głowę. Wiedziałem, że ma za grube łuski, żebyśmy mu cokolwiek zrobili, ale ja miałem nadzieję go rozdrażnić i zmusić do latania.
- Myślisz, że umie latać ? - obejrzałem się.
Nie pomyliłem się. Czerwona Śmierć miała piękne, rozłożyste skrzydła. Połknęła haczyk i wzleciała do góry, za nami.
-Czyli lata - zwróciłem się do Szczerbatka.
Teraz nurkowaliśmy między skalnymi blokami wyłaniającymi się z wody. Mieściliśmy się między nimi, ale tego samego nie można było powiedzieć o gadzie, który nas gonił. Czułem na sobie kilkadziesiąt par oczu. Smok obił każdy kamień, ale specjalnie nie został zraniony, co najwyżej - ogłuszony. Zdałem sobie sprawę, że tak go nie pokonamy. Naprawdę chciał nas dopaść. Modliłem się w duchu, żeby tak się nie stało. Mając taką nadzieję wzbiłem się w powietrze, w burzowe chmury. Oczywiście, poleciał za nami. Zmieniłem ustawienie ogona, dzięki czemu wznosiliśmy się coraz szybciej i głębiej w szarawe obłoki. Ponieważ Czerwona Śmierć kierowała się słuchem i węchem, postawiłem na ataki z zaskoczenia. Działaliśmy dosyć szybko. Każdemu pociskowi towarzyszył głośny huk. Płomienie trafiały  głównie skrzydła, iż miałem nadzieję, że w pewnym momencie nie wytrzymają,  a gad wpadnie w głębiny oceanu. Tak się jednak nie stało. Czerwona Śmierć rozwścieczona do koloru jej przydomku, postanowiła zmienić taktykę. Zionęła ogniem dookoła siebie, gdzie popadnie, próbując nas trafić. Długo utrzymywaliśmy się w powietrzu, ale po jakimś czasie, nie udało nam się uniknąć ognia. Podpalił ogon.
- Dobra, koniec zabawy. Lecimy na niego - zdecydowałem i tak zrobiliśmy. Bardzo szybko obniżaliśmy lot. Ponownie próbowałem go rozdrażnić i sprawić, że będzie leciał za mną w dół.
- Co jest ? Tylko na tyle cię stać ?! - zawołałem prowokująco. Kolejny raz bestia chwyciła przynętę. Bez większej zachęty, próbowała nas chwycić swoją wielką paszczą, - bez powodzenia. Teraz oboje lecieliśmy tak w dół, coraz bardziej zbliżając się ku wodzie. Wyczuwałem zdenerwowanie w Szczerbatku i muszę przyznać,że też byłem zdenerwowany.
- Jeszcze tylko trochę.....Wytrzymaj.....- zapewniałem. Czekałem na odpowiednią okazję. Śmierć była tuż za nami. Nagle z jej paszczy usłyszałem gardłowy bulgot i poczułem siarkę. Jest moja okazja. Krzyknąłem :
-Teraz ! 
Nocna Furia odwróciła się i wysłała płomień w zielone kłęby gazu, zbierające się w paszczy naszego wroga.
Zaczął palić się od środka. Jego skrzydła zamieniły się w popiół, z resztą jak cała reszta jego ciała.  Runął na ziemię, powodując wybuch. Próbowaliśmy uciec od ognia, ale z zepsutym ogonem to graniczyło z cudem. Jednak dawaliśmy radę. Dosyć zgrabnie omijaliśmy kolce Czerwonej Śmierci.
Nagle na drodze stanął nam wielki ogon już nieżywego smoka. Uderzyliśmy o niego.Wypadłem z siodła. 

Poczułem straszliwy ból...praktycznie wszędzie. Nie mogłem otworzyć oczu. Moje powieki były jak z ołowiu. Słyszałem Szczerbatka, ale niezbyt wyraźnie. Najostrzej czułem straszliwe ciepło na mojej skórze, które raz po raz podnosiło swoją temperaturę. Chciałem krzyczeć, ale nie mogłem otworzyć ust. Bałem się, że zaraz skończę jak wróg którego pokonaliśmy, że zostanę spalony żywcem. Już byłem na to przygotowany. Zaraz się zacznie. 
Czekałem kilka sekund, ale nie czułem spalonej skóry, zdałem sobie też sprawę, iż już nie jest mi tak gorąco, a co najwyżej - duszno. Za to poczułem, jak ktoś mnie czymś opatula. Jakbym był schowany w kocyku. Wspomnienia z przed chwili wydawały mi się takie zamazane, takie....nierealne. Coś mnie kusiło, żeby zasnąć w tym kokonie, ale rozsądek mówił, że jeśli zasnę, mogę się już nie obudzić. Posłuchałem rozsądku.
Następne, co poczułem, to twarde lądowanie. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z bólu w lewej nodze. Ignorując to, usłyszałem czyjeś głosy. Ktoś mnie wołał :
- Czkawka ! Czkawka !  - był to gruby głos. Skądś go kojarzę, ale w mojej głowie tak szumiało, że nie mogłem zebrać myśli. Po minucie znów nawoływał :
- Synu ! - ,,synu" ? Nagle otrzeźwiałem. To mój ojciec. Uśmiechnąłem się w duchu. Chciałem krzyknąć ,,Jestem tutaj ! ", mimo, że nie wiedziałem, gdzie jest to ,,tutaj".
Następnie  biegł, po chwili ciężko opadł na kolana. Słyszałem szept tej osoby :
- Och synu......-  przerwał, jakby był zamyślony. Jakby, nie wiedział co mówić dalej. - Nawet go nie przeprosiłem - zrozumiałem czemu przerwał. Płakał. - Straciłem go. Tak jak Valkę - przez łkanie mówił coraz niewyraźniej.
,,Nie umarłem ! Tato ! Wybaczam ci ! Proszę, tylko mnie stąd wyciągnij ! " - krzyczałem w myślach. Nie miałem żadnej kontroli nad moimi ustami. Nie mogłem nic wymówić.
Nagle poczułem zimno. Ktoś mnie odkrył z tego kocyka. Potem poczułem jak ktoś mnie podnosi. Domyśliłem się, że to mój ojciec. Czułem, jak przeczesuje moje włosy. Następnie usłyszałem brzdęk czegoś metalowego. Przykłada mi głowę do serca. Gdy ją odsunął, moja klatka piersiowa była mokra od jego łez. Po chwili krzyknął :
-On żyje !!!
Słyszałem wiwaty mieszkańców.Później Stoik zwrócił się chyba do Szczerbatka :
- Dziękuję, ocaliłeś mojego syna 
Potem, usłyszałem tylko czyjś bełkot. Nic z niego nie zrozumiałem
Tak bardzo chciałem przytulić mojego ojca. Chciałem tego jak nigdy wcześniej. Jednak moje ciało zawiodło. Nie oparło się pokusie snu. 


                                    * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * 

Powoli otworzyłem oczy. Wspaniale mieć znów nad nimi kontrolę. Pierwszą osobą, jaką zobaczyłem, był Szczerbatek,a rzeczą jaką poczułem - jego język na mojej twarzy.
- Tak Mordko, ja też cię kocham - wymamrotałem, próbując unikać kolejnych czułości. W pewnej chwili położył łapę na moim brzuchu, przez co zgiąłem się z bólu.
Rozejrzałem się.
- Em....jestem w domu ? - spytałem sam siebie, ciągle trzymając się za brzuch.
- I...ty tu jesteś -  ponownie spojrzałem na Szczerbatka. Wspomnienia wróciły, co wywołało u mnie kolejne zawroty głowy. Czerwona Śmierć, ogień i....mój ojciec.
- Mój tata wie,że tu jesteś ? - zamiast odpowiedzi, uzyskałem widok Szczerbatka wskakującego na belkę i robiącego bałagan wokół.
- Szczerbatek no, zejdź z....- chciałem wstać i własnoręcznie go stamtąd ściągnąć, ale doznałem coś dziwnego. Czegoś, brakowało. Po chwili zdałem sobie sprawę czego. Mojej lewej nogi. Spojrzałem na nią. Nie było jej. Na miejsce mojej lewej kostki wstąpiła proteza, podobna do protezy Pyskacza. To nie było przyjemne uczucie. Wziąłem kilka głębokich wdechów i przy pomocy Szczerbatka, wstałem. Tym samym sposobem doszedłem do drzwi.
Powoli je otworzyłem. Pierwsze co zobaczyłem, to Koszmara Ponocnika. Spanikowałem. Zatrzasnąłem od razu drzwi, oddychając jeszcze ciężej niż podczas drogi z łóżka tutaj.
-Szczerbatek, zaczekaj tu - zwróciłem się do niego. Ponownie uchyliłem wrota i zobaczyłem Sączysmarka na Koszmarze Ponocniku. Potem całą resztę brygady - również na swoich podopiecznych. 
W wiosce roiło się od nich. Nie uwierzyłem, że to Berk.
- No wiedziałem. Umarłem - powiedziałem zrezygnowany.
- Nie, choć bardzo się starałeś - przy moim boku pojawił się tata. Mocno go przytuliłem. To był mój odruch. Wcześniej, będąc na wpół przytomnym, nie mogłem tego zrobić, chociaż tak bardzo chciałem.
- Skąd u ciebie nagle tyle czułości ? - zaśmiał się ojciec.
Ignorując jego odpowiedź, wyszeptałem :
-Kocham cię, tato
- Ja ciebie też, synu 
Zaraz potem powitał mnie tłum ludzi. Wszyscy pytali się jak moje samopoczucie i choć to było przytłaczające, cieszyłem się. Czułem się tak dobrze. Wreszcie poczułem się jak jeden z nich, chociaż, nie zmieniłem się w barbarzyńcę zabijającego smoki. Ja je wolałem tresować. Pomyślałem, czy moja matka to widzi. Mam nadzieję, że jest ze mnie dumna. Posłuchałem jej rady, a ona zadziała.
Byłem sobą. I za to mnie kochali.


                                      * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * 

                                                                Dam, Dam, Dam ! 
Witajcie ! Wiecie, co dzisiaj za dzień ? Tak, wiem, że niedziela. Chodzi mi o datę. Dobrze, dzisiaj jest dwudziesty siódmy lipca, a jeśli przeczytałeś rubryczkę po prawej ,,Ty Moja Szczerbata Mordko ! ", to wiesz, że dzisiaj......świętujemy rocznicę ! 
Otóż, pierwszy polski blog o W4 kończy roczek !
Jestem szczęśliwa, bo mój pierwszy blog, a tak długo przetrwał ! Zwykle coś zaczynam i nie kończę, ale z tym....było inaczej. Muszę przyznać, że to również WASZA zasługa. Swoimi komentarzami nakręcacie mnie do działania, za to chcę wam serdecznie podziękować ! 
Specjalnie, żeby zdążyć na urodzinki, zarwałam dzisiejszą noc, ale myślę, że było warto !





A teraz odnośnie posta. W opisach akcji jestem zielona i  wybaczcie mi za moje braki ;)
Ponieważ ,,ktoś" mnie poprosił, żebym walkę z Czerwoną Śmiercią opisała z perspektywy Czkawki, to pomyślałam, że już wszystko tak napiszę. Takim sposobem wpadłam na to, że podczas upadku, brunet będzie jedynie słyszał i czuł to, co się wokół niego dzieje. Mam nadzieję, że rozdział się spodobał. I byłabym wdzięczna gdybyście ocenili szczególnie opis walki :3 
Dobra wiadomość ! Został tylko jeden rozdział wizji Czkawki ( nie bójcie się, wizje reszty będą krótsze, bo u Czkawki musiałam uwzględnić wszystko. Jednym słowem - całe jego życie przerobiłam) !
Potem całkowicie skupimy się na Wielkiej Czwórce ;)
A tak przy okazji.... blog ma już ponad 7 tys. wyświetleń ! Należą wam się podziękowania ! 
Dziękuję wam więc po stokroć i mam nadzieję, że razem ze mną przeżyjecie kolejny rok opowiadania :3
                                                                  Jak zawsze.....czekam na komki ;*

12.07.2014

Ladies, and Gentlemen !

Uwaga uwaga ! Panie i panowie ! Oto Sandra, która postradała zmysły, puściła drugi blog w obieg !
To nie są żarty ! Autorka naprawdę zwariowała i założyła nowego bloga ! O czym on jest pytacie ?
Rozumiem, że nie zraził was fakt, że dziewczyna z takim podejściem, powinna skończyć w psychiatryku.
Teraz to ja się boję.
No cóż. Dla tych, którzy są dalej ciekawi - jest to blog o niejakiej ,,Jaridzie", który potrzebuje wsparcia !
A oto link :
nie-jestesmy-idealni.blogspot.com


Dobra, a teraz na poważnie ;p
Widzę, że mało komentarzy. Ojoj ;/ To znaczy, że prawie wszyscy na wakacjach, a ja siedzę w domku i nigdzie nie wyjeżdżam. Co za ironia ;) Nie piszę, kiedy wszyscy są, a piszę, gdy przy kompach nikt nie siedzi. No trudno. Mam nadzieję, że chociaż raz na jakiś czas ruszycie się do laptopa, tableta, telefonu czy co tam jeszcze macie i maźniecie coś na znak, że byliście.    
                                                                           
                                                                                     Dziękuję i żegnam :)
                            



                                           
                                 

08.07.2014

Wakacje !!!

Wiecie, co uwielbiam w wakacjach ? Praktycznie wszystko ! Mam wtedy mnóstwo czasu na moje ulubione zajęcia, nie muszę się uczyć i chyba tylko owady mi przeszkadzają -,- . Oczywiście, właśnie w tym czasie napada mnie wena. Ostatnio nawet nie wiecie jaka ! :)
Chciałabym się spytać w pewnej sprawie. Kiedy nie piszę na tym blogu, myślę o różnych innych historiach. I ostatnio miałam pomysły na inne blogi. Niektórzy pomyślą ,, o nie ! Nie możesz ! Przecież ledwo co z tym dajesz radę ! " I poniekąd mają rację. Przemyślałam to jednak. Jeśli na tym blogu nie pojawiłyby się posty, można byłoby spodziewać się ich na którymś z tamtych dwóch. Wtedy, gdybym nie miała pomysłu, co napisać na W4, nie marnowałabym czasu i nie czekała, aż będę mieć wenę, tylko napiszę na innym.
Dla tych, co jeszcze tego pomysłu nie przekreślili i nie kliknęli  ,, X" góry ekranu, podaję tematy blogów :

1).  Jarida - jak się pewnie domyśleliście, głównym tematem byłby parring Jaridy. Przykro mi, fani Jackunzel ;/ Akcja rozgrywałaby się w czasach Meridy. W historię będzie wpleciona również Elsa i Anna.  Jack będzie jakby ,,ochroniarzem Elsy ". Oczywiście, na Jaridzie się nie skończy. Będzie również inny parring, ale nie będę spojlerować :3 Może ktoś spróbuje zgadnąć ?
2). Elsa ,,inna historia " - Czy ktoś słyszał o tym, że Elsa miała być na początku tą złą? Nie ? To teraz wiecie. Mnie ten pomysł się podobał. Chciałam napisać o niej inną historię. Dla wielbicieli ,,oryginalnej " Elsy - nie martwcie się. Ona w mojej opowieści nie będzie zła tylko.....sami zobaczycie. A może nie ? Wszystko zależy od was.

Co wy na to ? Czy moje pomysły wam się podobają ? Jak mówiłam - nie martwcie się. Jak pisałam wcześniej, gdybym założyła jeden z tych blogów ( a może dwa?), nie zaniedbałabym W4. Czasem mi się blokują pomysły na tym blogu i ten okres trwa z dwa tygodnie. A tak to bym pisała na innych.
Wszystko zależy od was. Kto jest więc zwolennikiem pierwszego pomysłu ? A kto drugiego ? A może komuś podobają się oba ? Zostawiajcie komentarze.
Tak przy okazji, gdyby się ktoś zainteresował, zmieniłam opisy postaci - całkowicie. Wyglądają inaczej i miło by było, gdybyście w komentarzu dołączyli i o tym opinię. Oczywiście jest jeszcze nowy szablon -  co o nim sądzicie ?  Ja zabieram się za rozdział czwarty, ale najpierw muszę sobie odświeżyć pamięć, więc idę oglądać pierwszą część ;3
                                                                                                 
                                                                                                                             I miłych wakacji :)





23.06.2014

Powtórka z rozrywki czyli.... LIEBSTER BLOG AWARD

Tym razem nominowała mnie Verba Drozd, adminka i współautorka bloga : http://kwitnacyszron.blogspot.com/
Dzięki wielkie ! :)

 Blogi nominowane przeze mnie :
1.http://rise-of-the-guardians.blogspot.com/
2.http://sogno-quattro-grandi.blogspot.com/
3.http://magiaiwyobraznia.blogspot.com/
4.http://truemonste.blogspot.com/
5.http://oklask.blogspot.com/
6. http://moja-wlasna-przyszlosc.blogspot.com/
7. http://against-the-diseases.blogspot.com/
8.http://marzenia2.blogspot.com/
9.http://pamietniczekrose.blogspot.com/
10. http://lifewithoutruless.blogspot.com/
11. http://new-hope-rise-of-the-guardians.blogspot.com/


 Udało mi się wszystkie jedenaście ....jest postęp ;3


Pytania od Verby ;)

1. Co myślisz o Kwitnącym Szronie ?
Byłam na nim tylko raz, ale zaciekawił mnie.Miło się go czyta.Na pewno będę wchodzić na niego częściej  :)

2. Masz zwierzęta ?
Mam psa - maltańczyka. Nazywa się Hako i ma zaledwie dziesięć miesięcy.

3. Ulubiony kolor ?
Hm.....nie potrafię wybrać tylko jednego. Kocham wszystkie więc może.....tęczowy?
Jednak jeśli musiałabym wytypować, to wszelkie odmiany niebieskiego i czerwonego.

4. Lubisz anime ? ( Bo ja jestem OTAKU xD)
Witam w klubie !

5. Czytasz mangi ? (japońskie komiksy *.*)
Nie, żyję tylko na anime. Może kiedyś sobie jakąś przeczytam ?

6. Do jakiego kraju chciałabyś pojechać ?
Zawsze ciągnęło mnie do USA. Chciałabym tam polecieć ( bo raczej nie pojechać).

7. Umiesz grać na jakimś instrumencie ? TAK a na jakim ? NIE to na jakim chcielibyście nauczyć się grać gdybyście mogli ?
Od jakichś trzech lat męczę się z gitarą akustyczną, ale za wiele nie umiem na niej grać. Ot, podstawowe akordy -_-. Chciałabym nauczyć się grać na pianinie. A cymbałki się liczą ? Bo na nich UMIEM grać.

8. Co wolisz ? Pepsi czy Cole, a może Capuccino ?
Nienawidzę kawy >_< Nieważne jakiej. Cola za to jest dla mnie za słodka, więc wygrywa Pepsi :3

9.Jak wyglądasz ? (bez podtekstów ! kolor oczu i włosów wystarczy )
Wyglądam jak najzwyklej się da. Ciemno-brązowe włosy i podobnego koloru oczy. Wyróżniam się jedynie wzrostem, bo przy trzynastu wiosnach mierzę 174 cm, ale to nie jest najlepszy sposób na wyróżnianie się -_-

10. Jakie masz zainteresowania ?
Lubię wymyślać opowiadania ( z pisaniem trochę gorzej - tworzę sobie coś w głowie i dopiero gdy uznam, że coś takiego jest godne zapisania, robię to). Kocham być na scenie, nieważne, czy będę recytować, odgrywać rolę, czy coś innego ( oczywiście, biorę największe role, bo mam dosyć dobrą pamięć). Wspaniale jest udawać inną osobą i tym samym przekonywać ludzi do swojej wcielonej postaci.
Czasem też coś narysuję, jak mam ochotę i czytam książki. O ! I piszę wiersze, ale wolę to przemilczeć,ok ?

11. Czytasz książki ?
Myślę, że gdybym nie czytała książek, nie potrafiłabym pisać opowiadań. Ale jeśli chodzi o to, czy to lubię, to TAK. Kocham czytać książki. Dlatego to moje zainteresowanie (właśnie jestem w trakcie czytania ,,Gwiazd Naszych Wina" i muszę powiedzieć, że jest super !).

Pytania ode mnie :

1. Skąd czerpiesz inspiracje ?
2. Zaleta, którą w sobie lubisz (nie bądź skromna/y) ?
3. A co z wadą? Czego w sobie nie znosisz ?
4. O jakim kolorze włosów marzysz ?
5. Lubisz tatuaże ? 
6. Twoje nierealne marzenie ( każdy jakieś ma - ja chcę mieć jednorożca ^.^) ?
7. Twoje motto życiowe ?
8. Ulubiona bajka Disneya ?
9. Twój najpiękniejszy sen?
10. No to teraz przypomnij sobie swój koszmar.....
11. Dokończ zdanie : Piosenka, która nie daje mi ostatnio spokoju to.....

                                                                                                      To na tyle :3








15.06.2014

Rozdział 3 - ,,Już nie ma odwrotu "

Nadszedł ten dzień. Dzień, w którym Czkawka miał za zadanie zabić smoka. Chłopak wszedł na arenę. Gdy się spojrzało w górę, za kratami, można było dostrzec całą wioskę. Na honorowym miejscu siedział Stoik, bacznie obserwujący każdy ruch syna. Miał poważną minę. Inni powiedzieliby, że nic go nie obchodzi osiągnięcie syna, ale Czkawka wiedział, iż to nie prawda. Może na zewnątrz wyglądał na zimnego, okrutnego wodza, lecz właśnie w tej chwili, jego oczy były przepełnione radością i dumą. Jakby mówiły - ,, Oto mój syn, który w końcu stanie się mężczyzną i dostąpi zaszczytu zabicia smoka". Brunet chciał, aby te oczy już zawsze tak wyglądały, ale po tym, co on zrobi, nic nie będzie jak dawniej. Głęboko westchnął. Podszedł do stojaków z bronią i zabrał mały, niepozorny sztylet, oraz tarczę. Spojrzał ukradkiem na wioskę. Dorośli mieli lekko zdezorientowane twarze. ,,Pewnie uważają, że zwariowałem.Przecież będę walczył z jedną z najgroźniejszych bestii, a wziąłem jedynie tarczę i nożyk, a może sztylet ? Nigdy ich nie odróżniałem " - pomyślał z uśmiechem Czkawka. Gdyby tylko rozumieli......
Z zamyślenia wyrwał go głos Pyskacza :
- Wypuścić smoka !
I zaczęło się - z klatki wypuszczono Koszmara Ponocnika. Widać było, że smok nie jest w najlepszym nastroju. Zaczął nacierać na Czkawkę, płonąc. Zielonooki jednak nie zraził się, wiedział co robić - powoli, bez nagłych ruchów położył cały swój arsenał na gruncie. Mina bestii była zaskoczona, ale spokojniejsza. Następnie chłopak podszedł do smoka z wyciągniętą ręką do przodu. Miał nadzieję, że Ponocnik zaufa mu. Mówił dosyć cicho, by tylko zwierzę go usłyszało :
- Spokojnie, nic ci nie zrobię. Chcę zostać twoim przyjacielem - jego dłoń była tak blisko smoczego pyska. Tak blisko.....
- Czkawka ! Odsuń się ! - to jego ojciec wołał. Czkawka nawet nie zauważył, kiedy wszedł na arenę z bronią. Właśnie - z bronią. Koszmar Ponocnik prawie że odskoczył od bruneta. Teraz nawet nie było mowy o zaufaniu. Chłopak czym prędzej zaczął się tłumaczyć :
- Tato, ty nic nie rozumiesz ! One nie są złe !
Na arenie można było usłyszeć okrzyki zdumienia i wzburzenia, tylko niektórzy odważyli się zaśmiać.
- Co ty możesz o tym wiedzieć ? - Stoik spytał prawie żartobliwym tonem, przy tym patrząc uważnie na smoka. No jasne, ojciec nie brał go na poważnie.
- Ja.....odnalazłem Smoczą wyspę - powiedział niemal szeptem. Ojciec jednak usłyszał go wyraźnie. Kazał Pyskaczowi zagonić smoka z powrotem do klatki Złapał Czkawkę za kołnierzyk i pociągnął   do domu. Czkawka chciał się odezwać, ale widząc twarz ojca, zrezygnował. Arena walk nie była najlepszym miejscem do tego typu rozmów. Gdy znaleźli się na miejscu, Stoik zaczął głęboko się nad czymś zastanawiać. Po chwili powiedział :
- Udowodnij. Zaprowadź mnie tam
- Nie ma mowy
- Niby czemu ? - ojciec nie spodziewał się takiej odpowiedzi.
- Nie jestem głupi. Gdybym cię tam zaprowadził, poucinałbyś łby każdemu smokowi, którego spotkasz. Nie o to jednak chodzi.
- Jeśli nie o to, to o co ? - spytał Stoik - od pokoleń zabijamy smoki, bo są naszymi wrogami - dodał.
Czkawka złapał się za skroń :
- Ech, jak zwykle mnie nie słuchasz.... One kradną pożywienie, bo nie chcą same być zjedzone. Jeśli miałbym ci pokazać gdzie to jest, to tylko pod warunkiem, że nie zabijesz innych smoków, oprócz tego dowodzącego.
- Nie.
- Ale dlaczego ?
- Pamiętaj, że smoki nie tylko zabierają nam owce. Zabijają ludzi. Zabili już setki naszych.
- A my zabiliśmy tysiące z nich ! - zrewanżował się Czkawka.
Stoik napiął mięśnie i powoli wycedził :
- Zabili twoją matkę.
- Wiem. Nie musisz mi przypominać - wydusił z siebie Czkawka. Samo wspomnienie o tym było dla niego ledwo do zniesienia. Chciał dalej z ojcem dyskutować, lecz ten go uprzedził :
- Jako wódz, rozkazuję ci byś zdradził mi miejsce Smoczej Wyspy.
- Nie - odpowiedział stanowczo brunet, zdziwiony, że Stoik chciał użyć swojego statusu wodza, by wydusić  informacje.
- Jak śmiesz mi się przeciwstawiać ? - ojciec złapał go za koszulę i podniósł do góry. Czkawka był jednak niewzruszony :
- Widzisz, jakoś śmiem.
Stoik nerwowo rozglądał się po salonie. Nie wiedział co robić. Myślał, że przy rozkazie chłopak pęknie i puści parę z ust. Uspokoił się , opuścił chłopaka na ziemię i już milszym tonem spytał :
- Dlaczego to robisz ? Czemu chcesz zdradzić swój klan ? Chciałeś nauczyć się zabijać smoki. Załatwiłem ci to. A teraz chcesz je bronić. Dlaczego ?
,,Och, a więc teraz chce mnie wziąć na litość? Świetnie " - pomyślał chłopak.
- Nawet jeśli zgodziłbym się pokazać ci Smoczą Wyspę, nie mógłbym tego zrobić. Tylko smok zna jej położenie.
- Phi, co za problem ? W akademii jest mnóstwo smoków - zapytał Stoik jakby było to najprostsze zadanie na świecie.
- Tak, na pewno taki Koszmar Ponocnik pokaże ci gdzie to jest po tym, jak próbowałeś go zabić - powiedział sarkastycznie brunet.
Nagle zza drzwi domu wyjrzał jeden z doradców ojca. Wyszeptał mu coś do ucha. Jedynie co Czkawka usłyszał, to : ,, Krucze Urwisko " i ,, Nocna Furia ". Chłopak zaczął panikować.
- Tato, ty chyba nie masz zamiaru.....nawet o tym nie myśl !
- No i mamy naszego przewodnika - ojciec uśmiechnął się pod nosem. Myśląc o legendarnym smoku całkowicie zapomniał o Czkawce, który uwiesił się na jego barkach. Szedł powoli w stronę wyjścia, słysząc błagania syna.
- Tato ! Nie rób tego ! Chociaż raz mnie posłuchaj ! - chłopak próbował zwrócić na siebie uwagę, szarpiąc za jego ramiona.
- Czemu to robisz ? Proszę cię ! To na pewno pomyłka ! Czemu po tylu latach Nocna Furia miałaby się pokazać ? To niedorzeczne ! - próbował przekonać ojca. Wymówki jednak nie zadziałały. Stoik dalej głupio się uśmiechał i zmierzał ku wyjściu. Krzyki chłopca zastąpiło łkanie - zostaw.... Szczerbatka - wyszeptał zrezygnowany. Jednak to nie szarpanina, krzyki, czy błagania zwróciły uwagę ojca, a te ostatnie, najciszej wypowiedziane słowa.  Powoli, delikatnie ojciec strząsnął Czkawkę z pleców. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Zachowywał się jak robot. Nastolatek czuł jak lodowate oczy ojca próbują go przejrzeć na wylot. Dopiero teraz uświadomił sobie, co powiedział. Ojciec beznamiętnym głosem zapytał :
- Szczer.....batka ? Chyba mi nie chcesz powiedzieć, że......
- Tak..... to mój smok - odpowiedział zrezygnowany Czkawka. Nie mogło być gorzej.
- Ale kiedy ? Jak ? - Stoik był zdezorientowany. Zdał sobie sprawę jak mało wie o własnym synu. Aby ukryć swoją bezradność, prychnął :
- Ha ! Naprawdę masz wyobraźnię ! Nie można oswoić smoka, a co dopiero Nocną Furię ! Nie tacy jak ty próbowali.
Chłopak jednak nie dał się zwieść. Ojciec był jak otwarta księga. Jego czerwona twarz wyrażała złość, a rozbiegane oczy zażenowanie. Nie można mu było dać lepszych powodów do wstydu.
Czkawka wiedział, o co ojcu chodzi, mówiąc ,,nie tacy jak ty próbowali". Oczywiste było, że mówi o matce. A słowa, które syknął mu do ucha chwilę później, tylko potwierdziły jego teorię
- Musisz mieć to chyba po Valce.
 Nie dając nawet Czkawce odpowiedzieć, złapał go za kołnierz i wrzucił jak szmacianą lalkę do jego pokoju.  Wychodząc z pomieszczenia, zawahał się na chwilę. Chłopak miał cichą nadzieje, że ojciec przemyślał sprawę i ochłonął. Mylił się. Zatrzymując się, spojrzał na Czkawkę pogardliwie, jakby był nikim i tym samym tonem powiedział :
- Zdradziłeś nas. Nie jesteś już wikingiem - urwał, po czym westchnął - ani moim synem.
Po tych słowach wyszedł i zatrzasnął za sobą drzwi. To był wstrząs. Jak....jak on mógł ? Tak do własnego syna....czekaj - już nim praktycznie nie był. Teraz był nikim. Miał jeszcze Szczerbatka..... właśnie - Szczerbatek !
Czkawka wstał z podłogi i podbiegł do drzwi. Były otwarte. ,,Co za ironia - taki wielki i wspaniały wódz zapomniał zamknąć drzwi na klucz ? Phi, tylko mi ułatwił zadanie " - uśmiechnął się pod nosem, po czym wybiegł.
 Uśmiech mu zszedł z twarzy, kiedy przypomniał sobie,  gdzie biegnie. Do Kruczego Urwiska. Tam jest Szczerbatek. Wiedzą, gdzie on przebywa. Nie może latać. Dopadną go i spróbują wykorzystać -nie może na to pozwolić. Nie mogą mu go odebrać. Nie pozwoli na to.
Chłopak nie po raz pierwszy  przeklinał swoją kondycję. Tak było i tym razem. ,, Szybciej ! Szybciej ! " - ciągle powtarzał i choć biegł najszybciej jak mógł i tak nie było to dla niego wystarczające tempo. Bał się, że nie zdąży uratować przyjaciela. Na szczęście, jego obawy nie spełniły się. Co więcej, po drodze natrafił na swego ojca. Z ciekawości schował się w krzakach i nasłuchiwał. Jak to możliwe, że jeszcze nie są na miejscu ? Jego rozmyślania przerwał głos ojca :
- I co teraz ? Gdzie mamy iść ?
- Świadkowie mówili, że gdzieś niedaleko - odpowiedział Pyskacz.
- A konkretniej ? - tym razem wódz zwrócił się do tych ,,świadków ", którymi okazali się dwaj mężczyźni - jeden z wiadrem na głowie i jasną brodą, drugi z brązowym zarostem i siekierą w dłoni. Był pewnie drwalem, zaś ten z wiadrem to rybak.
- No.... - zaczął drwal - ja i Wiadro tak sobie idziemy, a tu nagle coś huknęło, coś ryknęło ! No to my patrzymy skąd ten głos się bierze i.....
- Nieprawda. Bersi, nie ruszaliśmy się z miejsca. Ty piszczałeś jak dziewczynka i się za mną schowałeś. Tchórz ! A potem zobaczyliśmy na niebie jakiś niebieski płomień, aż mnie wiadro rozbolało, tak świeciło ! No to se tak myślę - ,, Coś mi ten płomień przypomina ! Jakiegoś smoka..... " I wtedy Bersi krzyczy coś o Nocnej Furii. No to pobiegliśmy do was, żeby zdać raport - kontynuował  rybak.
Stoik przystanął i zaczął rozmyślać. Jednak dwaj wikingowie dalej prowadzili rozmowę.
- Czekaj, jak ty mnie przed chwilą nazwałeś ? - spytał lekko zdenerwowany Bersi.
- Muszę sobie przypomnieć..... A ! Już pamiętam ! Nazwałem cię TCHÓRZEM ! Strasznym, śmierdzącym, obrzydliwym TCHÓRZEM ! - odpowiedział Wiadro.
- Ach tak ? To nie ja jestem idiotą, który włożył swoją głowę do wiadra i nie może jej wyjąć od jakichś pięciu lat !
- Odczep się od wiadra ! Ty.... - Czkawka w tej chwili przestał słuchać, bo Wiadro rzucił się na Bersiego. Poza tym, nie miał czasu ani ochoty przyglądać się bójce.
,, Nie wiedzą gdzie Szczerbatek jest dokładnie. To daje mi przewagę. Jeśli teraz pobiegnę, zdążę przed nimi " - pomyślał chłopak. Już miał wybiec, gdy potknął się o korzeń pobliskiego drzewa. Oczywiście, runął jak długi robiąc wiele hałasu.
- Co to było? Idźcie sprawdzić ! - usłyszał Stoicka.
Nie było rady. Czkawka podniósł się i wybiegł z ukrycia w stronę Nocnej Furii. I tak by go odkryli, a tu liczył się czas.
Miał rację - po chwili biegu usłyszał za sobą kroki i wołania wodza :
- Czkawka ? To ty ?! Na Wielkiego Thora, zatrzymaj się!
Brunet nie miał zamiaru się zatrzymywać. Nie teraz. Zamiast tego przyspieszył bieg.
W końcu dotarł na miejsce. Szczerbatek nie wiedząc o niczym, podbiegł uradowany i już chciał się rzucić na swego pana, gdy ten nagle zaprotestował :
-Nie teraz, wynosimy się stąd.
Smok nie ukrywał zdziwienia. Rozejrzał się po okolicy - nagle cały zesztywniał. Jego wrogi wzrok zatrzymał się na jednym punkcie.Chłopak odwrócił się. Tym punktem była górka, z której przybiegł. Cały klan  tam stał, a na jego czele - Stoick. Wódz spojrzawszy na syna, krzyknął do swojego ludu :
- Wiadro, Bersi, zabezpieczcie Czkawkę ! Reszta idzie za mną !
Jak powiedział, tak zrobili. Szczerbatek w geście obronnym, stanął przed swojego pana. Dał do zrozumienia,że jeśli chcą zabrać Czkawkę, muszą mieć z nim do czynienia. Po chwili wahania dwaj wikingowie podeszli bliżej. Smok wydał gardłowy ryk. Na ten dźwięk wszyscy stanęli. Czkawka wiedział co to oznacza. Zaraz wystrzeli niebieski płomień. Zaraz zacznie się rzeź.
Chłopak jednak nie chciał do tego dopuścić. Przemyślał to. Nie miał zamiaru walczyć z ojcem, a w każdym razie z kimś, kto był kiedyś jego ojcem.  Spojrzał jeszcze raz na  mieszkańców. Każdy przybierał gniewny wyraz w twarzy, ale w ich oczach krył się strach przed bestią. W każdym razie tak myślał. U ojca widział zaskoczenie. Pewnie, wcześniejsza rozmowa go rozdrażniła, ale nie wierzył Czkawce całkowicie. Zresztą jak zwykle. Przez głowę przeleciała mu myśl, żeby jednak zezwolić smoku na wystrzelenie. Mógłby to skończyć raz na zawsze. Walka może i byłaby długa, ale Nocna Furia poradziłaby sobie z bandą ludzi z dużą nadwagą.
Chłopak czym prędzej odsunął od siebie te myśli, zdziwiony, skąd się wzięły. Skąd u niego tyle nienawiści ? Ponownie się rozejrzał. Mieszkańcy wyglądali, jakby zastygli. Żaden z nich nie zrobił kroku. Gdyby chcieli walczyć, zrobiliby to bez wahania - jak to wikingowie Najwyraźniej nikt nie chciał rozpętać wojny.
Poza tym, nic by to nie dało. Pozabijaliby się na miejscu, a kolejne pokolenia dalej latałoby z toporami na smoki. To nie zmieniłoby sytuacji. Jedyne czego on chciał to zrozumienia i pomocy.
Z tą myślą, powoli pogłaskał przyjaciela, nie spuszczając wzroku z przeciwników. Szepnął do smoka :
- Spokojnie przyjacielu, nic jeszcze nie zrobili.
Szczerbatek posłusznie wyszedł z ofensywnej do defensywnej pozycji. Dał do zrozumienia, że dalej jest czujny i gotowy do ataku w każdej chwili. Czkawka zauważył, że każdy jego ruch jest bacznie obserwowany przez kilkadziesiąt par oczu. Nawet kiedy nie groził im już smok, ci dalej patrzyli z lekkim przestrachem. Byli też zdziwieni - ,,Czy naprawdę myśleli, że ich zaatakuję ?". Może i pomyślał o tym przez krótką chwilę, ale na pewno nigdy by tego nie zrobił. Nagle przerażająca myśl przemknęła mu przez głowę :
- Nie boicie się Szczerbatka - wypowiedział powoli - wy boicie się mnie.
Cofnął się.
- Wy boicie się mnie - powiedział, tym razem głośniej.
- Boicie się mnie, boicie się mnie - powtarzał ciągle, jakby próbował w to uwierzyć. Mówił coraz głośniej.

Zaczął rozumieć.

Bali się go. Jego pupilkiem była Nocna Furia, najsilniejsza bestia w Berk - była na  jego rozkazy. Smok, którego nikt nigdy nie widział - Ba ! On go wytresował. Jednym ruchem mógłby spalić wioskę dla kaprysu. Pogromca smoków. Teraz żałowali, że przez całe jego życie naśmiewali się z niego. Na pewno będzie chciał się zemścić. ,, Czy oni tak mnie widzą ?" - spytał sam siebie. ,, Myślą, że użyłbym Szczerbatka jako broni? Jako mojej..... zemsty na nich?"
Nie mógł w to uwierzyć. Jego myśli teraz krążyło wokół jednego. ON jest dla nich zagrożeniem. ON jest jak granat, który odbezpieczony, może zabić. Jeśli go zdenerwują, ON ich  nauczy szacunku. ON jest powodem ich strachu. ON JEST PROBLEMEM.
A co się robi z problemami ? Dusi w zarodku. Rozwiązuje się je.
-Nie wierzę -  uśmiechnął się nerwowo - To niemożliwe -dodał po chwili.
Stoik, lekko zakłopotany powiedział  :
- Synu, my tylko...
- Teraz synu ? Jeszcze jakieś pół godziny temu nim nie byłem. Ale teraz......ty się mnie boisz. Teraz mówisz do mnie ,,synu" ...... bo się mnie boisz, mam rację ? Nie wierzyłeś mi. Zawsze byłem w twoich oczach nikim. Teraz obawiasz się, że wykorzystam Szczerbatka by się zemścić? Mylisz się. Zresztą wszyscy tutaj - mylicie się ! Nigdy bym mu tego nie zrobił. On jest moim przyjacielem. Jemu mogę ufać. Chyba.....tylko jemu. Może nie jestem jak wy..... i nigdy nie będę. I wiecie co ? Cieszę się z tego. Nie jestem barbarzyńcą. Nie zabijam smoków. I jestem z tego dumny - spojrzał na ojca - Chciałem, byś też był dumny z tego, co robię. Chciałem, żebyś choć raz pochwalił mnie. Ty jednak byłeś szczęśliwy, gdy robiłem coś wbrew sobie. A teraz co ? Jesteś zadowolony ?
- Ja.....sam nie wiem. Nie wiem co myśleć. Ja chciałbym tylko, żebyś wytłumaczył mi to. Jak do TEGO doszło ?
- Hah, wiedziałem - powiedział Czkawka po chwili - nie zrobię tego. Nigdy mnie nie słuchasz, więc czemu miałbyś to zrobić teraz ? Od kiedy stałem się dla ciebie taki ważny ? Przypomnę ci - od kiedy znam położenie Smoczej wyspy. Nic innego się dla ciebie nie liczy, co ? - wyrzucił z siebie chłopak, ciężko dysząc. Jeszcze nigdy tak do niego nie mówił. Odrobinę to go przeraziło, ale był też zadowolony, że ani razu głos mu nie zadrżał. W końcu mógł to z siebie wyrzucić.
 Oczekiwał odpowiedzi od ojca. Ten jednak nic nie powiedział. Stał dalej, tępo patrząc się na syna.
- Tak myślałem - wyszeptał zawiedziony brunet - Sam dam sobie radę. Sczerbatek, lecimy - dodał, po czym wsiadł na Nocną Furię. Odleciał. A ojciec dalej tam stał, próbując zrozumieć, co się właśnie stało.

Czkawka po kilku minutach lotu stracił swoją pewność siebie. Wiedział, że pomoc ojca bardzo by mu się przydała. Nie mógł mu jednak wybaczyć. Nie mógł też uwierzyć,  co przed chwilą zaszło. Zaczął się zastanawiać, co by było, gdyby zezwolił Szczerbatkowi na atak. Widzi mnóstwo krwi, wikingów, próbujących zatrzymać Szczerbatka - bez powodzenia. On lata na nim, a smok co chwila wystrzeliwuje niebieskie płomienie. Na końcu, gdy mieszkańcy są wybici, Szczerbatek strzela jeszcze jednym płomieniem - w ojca. Słyszy jego krzyk. Wraz z ostatnim oddechem, wódz upada. Czkawka zeskakuje. Widzi Stoika leżącego u jego stóp, ale nie płacze, nie krzyczy - tylko patrzy dalej. Po chwili trawa zabarwia się na kolor szkarłatny. Dopiero ta wizja przyprawiła go o dreszcze. Potrząsał energicznie głową, próbując ten obraz wymazać - bez rezultatów.
Zdziwił się, skąd u niego te myśli. Przytrafiły mu się już drugi raz. Od kiedy jego myśli kręcą się wokół tak złych i mrocznych rzeczy ? Tak, miał żal do ojca, ale chyba nie aż taki, by go zabijać ? Nie - on by tego nie zrobił. Nigdy by się nie ważył. Miał całkowitą pewność. Olał tamte myśli szepcząc do siebie :
- Jeszcze ze mną nie jest tak źle.
Tym razem  pomyślał, o Smoczej Wyspie i o tym, w co się wpakował. Leciał tam sam, miał sam zabić największego smoka w Berk, a być może i na świecie, a w dodatku miał wyjść z tego cało.
- To nic dla nas. Co,  Szczerbata mordko ? - powiedział do przyjaciela, próbując się pocieszyć. Szczerbatek tylko uciesznie wystrzelił błękitny płomień na znak, że się zgadza. Ale ani Czkawka, ani Szczerbatek nie wierzyli w to. Oboje jednak wiedzieli jedno :

TERAZ NIE BYŁO ODWROTU



                                     * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
                                                                       

                                                                     JA ŻYJĘ !

Och jejciu. Tak mi wstyd. Wy czekaliście tak długo, a ja wychodzę z TAKIM CZYMŚ. Krótkie, mało akcji i w ogóle takie jakieś :/ Mnóstwo dramatu. Pierwowzór tego rozdziału był cholernie długi, ale beznadziejny,taki sztuczny i niejasny. Ten mi się bardziej podoba. Można go potraktować jako rozgrzewkę przed mnóstwem następnych rozdziałów.
Jeśli ktoś podejrzewa, że mroczne myśli Czkawki mają jakąś historię, to ma rację, ale to jeszcze duuuuuużo przed nami :3
Dla tych, co chcą wiedzieć, ile jeszcze potrwają wizje naszego pogromcy smoków, to.... gdzieś z dwa rozdziały MAXIMUM. Nie chciałam zżynać z filmu, więc trochę pokomplikowałam historię i mam nadzieję, że nie za bardzo i wszystko jest dosyć jasne ;)
A tak z innej beczki, ten kto nie śledził ankietę, ten nie wie, że na tym blogu będzie występować ..........uwaga.......... DUŻY CZKAWKA ! Szczerze mówiąc, nasz słodki, niezdarny Czkawka nie miał większych szans ( 14:1 dla Dużego Czkawki). Ja lubię i tego i tego, ale ten starszy na pewno ułatwi mi pisanie rozdziałów. Od razu mówię, że część wizji, gdzie Czkawka będzie dorosły, nie będzie miała nic wspólnego z filmem. Ponieważ :
1). Mam własny pomysł na to
2). Nie oglądałam jeszcze drugiej części ( jeszcze !)

A teraz.......uczcijmy młodego Czkawkę chwilą ciszy i ......odrobiną jego zdjęć.















A teraz kilka zdjęć naszego nowego Czkawki, tak, by się przyzwyczaić :3








 Komentujcie, bo nie wiem, czy dalej mam dla kogo pisać, czy zawiodłam już was na tyle, że nie wejdziecie na bloga. Będę próbowała jakoś się odwdzięczyć wam za czekanie i wam to wynagrodzić. Napiszcie tylko jak, a spróbuję to spełnić ;)

16.02.2014

LIEBSTER BLOG AWARD

Nominowała mnie Paulina Ławniczek z bloga http://sogno-quattro-grandi.blogspot.com/

Co to jest Liebster Blog Award?  

 "Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego bloggera w                         
ramach uznania za 'dobrze wykonaną robotę'. Jest przyznawana też blogom o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwości do ich  
rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz,im 11 pytań. Nie wolno nominować blog, który Cię nominował"


                                                                                  Odpowiedzi :

                                               1).  Co było twoją inspiracją do stworzenia bloga ?
Moją inspiracją były zagraniczne opowiadania o Wielkiej Czwórce.
2).  Czy wierzysz w Jacka Frosta ?
Oczywiście, że tak ^.^
3). Czy sądzisz, że demony istnieją ?
Hmmm.....  chyba tak ( jak tak na to patrzeć wierzę we wszystko i wszystkich) ;P
4). Jaki jest twój ulubiony film ?
Nie mam dokładnie ulubionego. Kocham wszelkie komedie, przygodówki i fantasy ♥
5). W jakich sytuacjach najczęściej przychodzą ci pomysły na pisanie ?
Najczęściej mam wenę w nocy, kiedy mam czas na myślenie.☺
6). Czego najbardziej się boisz ?
Mnóstwa rzeczy : koszmarów, ciemności ( tak, przez Pitcha :P ), samotności, spadania, śmierci + wiele, wiele innych rzeczy ( mam też klaustrofobię).
7). Co było twoim największym błędem jakim popełniłaś w życiu ?
 Kiedyś przez mój cięty język  pokłóciłam się z moją najlepszą przyjaciółką. Tydzień później ona się wyprowadziła i do dziś jej nie widziałam ( najpierw robię, potem myślę) ;(
8). Jakiej muzyki słuchasz ?
Nie mam jednego typu. Słucham każdej piosenki, która wpadnie mi w ucho d-_-b ♫
9). Lubisz oglądać bajki ?
Tak, ale tylko Disneya i Dreamworksa. Kiedy zobaczę, co mój młodszy brat ogląda w TV to...... zamykam się w pokoju i oglądam Piękną i Bestię -_- .
10).  Jakie jest twoje największe marzenie ?
Napisać książkę ♥
11). Co (oprócz pisania) jest twoją pasją ?
Lubię rysować, chociaż to nie znaczy, że UMIEM rysować.

Pytania :

1). Mówiłaś przyjaciołom o swoim blogu ?
2). Masz jakieś zwierzątko ?
3). Masz coś (książkę lub film) czym się inspirujesz ?
4). Najbardziej szalona rzecz, którą kiedykolwiek zrobiłaś ?
5). Ulubiony przedmiot szkolny ?
6). Twoje hobby (oprócz pisania) ?
7).  Czy kiedy zakładałaś bloga, miałaś jakieś wątpliwości ?
8). Wierzysz w istoty nadnaturalne ( wróżki, duchy, demony itp. ) ?
9). Disney czy Dreamworks ? A może nic ?
10). Coś, czego nienawidzisz ?
11). Rzecz, której dziś nie możesz zrobić, ale chciałabyś ?

Dedykuję :

1). http://truemonste.blogspot.com/
2). http://magiaiwyobraznia.blogspot.com/
3). http://oklask.blogspot.com/

Nie mogę podać więcej blogów, bo zostały już nominowane :( W każdym razie w tym tygodniu.

    


Obserwatorzy